— Nie powiedziałam tego nawet spowiednikowi; osądź, czy zechcę powiedzieć tobie!

Obie panie zaczęły się naradzać nad sposobem ukrycia nieszczęsnej tajemnicy. Przede wszystkim postanowiły, że łóżko ksieni przeniesie się z jej obecnego pokoju, położonego w samym środku, do apteki, którą właśnie urządzono w najodleglejszej części klasztoru, na trzecim piętrze budynku wzniesionego hojnością Heleny. Tam to ksieni dała życie potomkowi płci męskiej. Od trzech tygodni piekarzowa była ukryta w mieszkaniu przeoryszy. Kiedy się przemykała pod ścianami klasztoru, unosząc dziecko, dziecko zaczęło krzyczeć; przerażona kobieta schroniła się do piwnicy. W godzinę potem pani Bernarda przy pomocy lekarza zdołała otworzyć furtkę i piekarzowa szybko opuściła klasztor, a wkrótce potem miasto. Znalazłszy się w szczerym polu, gnana panicznym strachem, schroniła się do groty, którą przypadkiem napotkała w skałach. Ksieni napisała do Cezara del Bene, powiernika i pokojowca biskupa, który pośpieszył do wskazanej groty; był na koniu, chwycił dziecko i puścił się galopem do Montefiascone. Dziecko ochrzczono w kościele Św. Małgorzaty, otrzymało imię Aleksandra. Miejscowa gospodyni postarała się o mamkę, której Cezar wręczył osiem talarów. Kobiety, licznie zgromadzone pod kościołem w czasie ceremonii chrztu, jęły natarczywie pytać Cezara o nazwisko ojca.

— To wielki pan z Rzymu — odparł — który nadużył wiary wieśniaczki ubogiej jak wy.

I znikł.

VII

Wszystko szło dobrze w tym olbrzymim klasztorze, zamieszkałym przez więcej niż trzysta ciekawych kobiet; nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Ale księżna wręczyła lekarzowi kilka garści cekinów, świeżo wybitych w mennicy w Rzymie. Lekarz dał sporo tych sztuk piekarzowej. Kobiecina była ładna, a mąż zazdrosny; szperał w jej walizie, znalazł te lśniące sztuki złota i w przypuszczeniu, że stanowią cenę jej hańby, zmusił ją, przykładając nóż do gardła, aby powiedziała, skąd pochodzą. Po paru wykrętach kobieta wyznała prawdę i pogodzili się. Małżeństwo zaczęło się naradzać nad sposobem użycia takiej sumy. Piekarzowa chciała zapłacić jakieś długi, ale mężowi zachciało się kupić muła, co też się stało. Ten muł poruszył całą dzielnicę, gdzie znano ubóstwo owej pary. Wszystkie kumoszki z miasteczka, przyjaciółki i nieprzyjaciółki, zachodziły raz po raz pytać piekarzową, co za szczodry kochanek dał jej fundusze na tego muła. Kobiecina doprowadzona do ostateczności powiadała tu i ówdzie prawdę. Jednego dnia, kiedy Cezar del Bene odwiedził dziecko i przybył zdać sprawę ksieni ze swoich odwiedzin, ta, mimo iż bardzo niezdrowa, zawlekła się aż do kraty i obsypała go wymówkami za niedyskrecję jego pomocników. Biskup rozchorował się ze strachu; napisał do swoich braci do Mediolanu, aby im donieść o niesłychanym oskarżeniu, którego padł ofiarą; prosił, aby mu przyszli z pomocą. Mimo iż mocno niezdrów, postanowił opuścić Castro, ale przed odjazdem tak napisał do ksieni:

Wie Pani już, że wszystko wyszło na jaw. Toteż o ile Pani dba o to, aby ocalić nie tylko moją reputację, ale może i życie, i aby uniknąć większego zgorszenia, może Pani obwinić Jana Baptystę Doleri, zmarłego przed dwoma dniami; jeśli w ten sposób nie ocali Pani swojej czci, moja cześć przynajmniej uniknie wszelkiego niebezpieczeństwa.

Biskup zawołał spowiednika klasztoru w Castro imieniem don Luigi.

— Oddaj to — rzekł — do rąk wielebnej ksieni.

Ta przeczytawszy haniebne pismo, wykrzyknęła głośno w obecności wszystkich: