Papież dał znak, by mówił i mówił przez trzy długie godziny, po czym papież przyjął pisma ich wszystkich i odprawił ich. Kiedy odchodzili, Altieri szedł na końcu; zląkł się, że ściągnął na siebie niełaskę, ukląkł tedy przed Ojcem Świętym i rzekł:
— Jestem adwokatem ubogich, nie mogłem uchylić się od tej sprawy.
Na to papież odparł:
— Nie tobie się też dziwimy, ale innym.
Papież nie chciał się położyć, ale spędził całą noc na czytaniu obrony adwokatów, wezwawszy do pomocy w tej czynności kardynała de Saint-Marcel. Jego Świątobliwość zdawał się tak wzruszony, że ten i ów powziął nadzieję ratunku dla tych nieszczęśliwych. Aby ocalić synów, adwokaci zrzucali całą zbrodnię na Beatrix. Ponieważ dowiedziono w procesie, że ojciec jej niejednokrotnie użył przemocy w zbrodniczych zamiarach, adwokaci mieli nadzieję, iż jej będzie zbrodnia odpuszczona, ile że znajdowała się w położeniu godziwej obrony; gdyby zaś tak się stało, skoro główna winowajczyni ocaliłaby głowę, w jakiż sposób braci jej, przez nią namówionych, miano by wydać na śmierć?
Poświęciwszy tę noc obowiązkom sędziego, Klemens VIII nakazał, aby oskarżonych odprowadzono do więzienia i zamknięto w oddzielnych celach. Ta okoliczność obudziła wielkie nadzieje w Rzymie, gdzie w całej tej zbrodni widziano jedynie Beatrix. Było stwierdzone, że kochała monsignora Guerra, ale że nigdy nie przekroczyła przykazań najsurowszej cnoty; nie można było tedy, wedle sprawiedliwości, czynić z niej potwora zbrodni. I jakże ją karać za to, że posłużyła się prawem obrony? A cóż by zrobiono, gdyby się okazała powolną? Trzeba było, aby sprawiedliwość ludzka pomnożyła niedole istoty tak lubej, tak godnej litości i tak już nieszczęśliwej? Po życiu tak smutnym, które zwaliło na nią wszystkie nieszczęścia, czyż nie miała wreszcie prawa do kilku dni mniej okropnych? Każdy człowiek w Rzymie poczuwał się do obowiązku bronienia jej. Czyż by jej nie przebaczono, gdyby za pierwszym razem, kiedy Franciszek Cenci pokusił się o zbrodnię, zasztyletowała go?
Papież Klemens VIII był łagodny i miłosierny. Zaczynaliśmy mieć nadzieję, iż zawstydzony nieco wybuchem gniewu, pod wpływem którego przerwał obronę adwokatom, przebaczy tej, która odparła siłę siłą, co prawda nie w momencie pierwszej zbrodni, ale wówczas gdy niegodziwiec próbował ją ponowić. Cały Rzym był w napięciu, kiedy papież otrzymał wiadomość o gwałtownej śmierci margrabiny Konstancji Santa Croce. Syn jej, Paweł Santa Croce, zabił sztyletem tę panią, liczącą sześćdziesiąt lat, za to, iż nie chciała się zobowiązać, że go uczyni spadkobiercą wszystkich dóbr. Raport dodawał, że Santa Croce uciekł i że nie było nadziei dosięgnięcia go. Papież przypomniał sobie bratobójstwo Massinich, spełnione niedawno. Zatroskany częstością tych mordów dokonanych na najbliższych krewnych, Jego Świątobliwość nie sądził, aby mu wolno było przebaczyć. Gdy nadszedł nieszczęsny raport o Pawle Santa Croce, papież znajdował się w pałacu Monte Cavallo; spędził tam 6 września, aby być następnego rana bliżej kościoła Najświętszej Panny Anielskiej, gdzie miał wyświęcić na biskupa pewnego niemieckiego kardynała.
W piątek o godzinie dwudziestej drugiej (czwarta po południu) kazał wezwać pana Ferrantego Taverna, gubernatora Rzymu52, i rzekł mu te słowa:
— Oddajemy ci sprawę Cencich, iżby sprawiedliwość spełniła się za twym staraniem bez najmniejszej zwłoki.
Gubernator wrócił do swego pałacu wielce poruszony rozkazem; natychmiast wygotował wyrok i zwołał kongregację celem naradzenia się nad sposobem wykonania.