Klelia zaczerwieniła się; była tak zmieszana, że nie znalazła odpowiedzi „Cóż za szlachetne zjawisko wśród tych pospolitych ludzi! — powiadała sobie w chwili, gdy Fabrycy zwrócił się do niej. Głęboka litość, niemal — powiedzmy — rozczulenie odjęły jej przytomność umysłu niezbędną, aby znaleźć jakąś odpowiedź; zauważyła swoje milczenie i zarumieniła się jeszcze bardziej. W tej chwili odciągano gwałtownie rygle u bramy cytadeli: czyż Jego Ekscelencja nie czekał co najmniej od minuty? Powstał stąd taki hałas, że gdyby nawet Klelia znalazła słowo odpowiedzi, Fabrycy nie byłby go usłyszał.

Unoszona przez konie, które puściły się galopem, skoro tylko przebyto most, Klelia powiadała sobie: „Musiałam mu się wydać bardzo śmieszna!” Po czym dodała: „Nie tylko śmieszna — musiał mnie wziąć za nikczemną duszę, musiał pomyśleć, że nie odpowiadam na jego ukłon, bo on jest więźniem, a ja córką gubernatora.”

Myśl ta stała się nie do zniesienia dla młodej dziewczyny, która miała duszę szlachetną. „A co czyni mój postępek jeszcze bardziej nikczemnym — dodała — to, iż niegdyś, kiedyśmy się spotkali pierwszy raz, także w otoczeniu żandarmów, jak on mówi, to ja byłam więźniem, a on oddał mi przysługę i wybawił mnie z kłopotu... Tak, trzeba przyznać, moje postępowanie to szczyt grubiaństwa i niewdzięczności. Biedny chłopiec! Teraz, kiedy jest w niedoli, wszyscy okażą się niewdzięczni względem niego. Powiedział wówczas: „Czy pani zapamięta w Parmie moje nazwisko?” Jak on mną gardzi w tej chwili! Tak łatwo było znaleźć jakieś miłe słówko! Trzeba przyznać, tak, obeszłam się z nim okropnie. Niegdyś, gdyby nie powóz szlachetnie ofiarowany przez jego matkę, byłabym musiała iść w kurzu za żandarmami lub — co gorsza — siąść na konia za którymś z nich; wtedy ojciec mój był aresztowany, a ja bez obrony! Tak, trudno się gorzej znaleźć. I jak żywo musiał to odczuć taki człowiek jak on! Co za kontrast między jego szlachetną fizjonomią a moim postępkiem! Co za dostojność! Co za pogoda! Jak on bohatersko wyglądał w otoczeniu plugawych wrogów! Rozumiem teraz miłość księżnej — jeśli taki jest w obliczu niefortunnego wypadku, który może mieć straszne następstwa, jakiż musi być wówczas, gdy jest szczęśliwy!”

Kareta gubernatora stała więcej niż półtorej godziny w dziedzińcu zamkowym; mimo to, kiedy generał wyszedł wreszcie od księcia, Klelii nie wydawało się, aby czekała zbyt długo.

— Jaka jest wola Jego Wysokości? — spytała Klelia.

— Jego słowa mówiły: „więzienie!”, a spojrzenie: „śmierć!”

— Śmierć! Wielki Boże! — krzyknęła Klelia.

— Cicho siedź! — burknął generał. — Głupiec ze mnie, aby się wdawać w rozmowy z dzieckiem.

Przez ten czas Fabrycy przebywał trzysta osiemdziesiąt stopni wiodących do wieży Farnese, nowego więzienia, zbudowanego na platformie grubej wieży, na ogromnej wysokości. Nie pomyślał ani razu, przynajmniej ze świadomością, o ogromnej zmianie, jaka zaszła w jego losie. „Co za wzrok! powiadał sobie — ile rzeczy wyrażał, ile głębokiego współczucia! Zdawało się, że mówi: „Życie jest pasmem nieszczęść! Nie trap się nadto tym, co cię spotyka! Czy nie jesteśmy tu po to, aby cierpieć?” Jak jej piękne oczy wpatrywały się we mnie nawet wówczas, gdy konie wjeżdżały z łoskotem od sklepienie!

Fabrycy zapomniał zupełnie być nieszczęśliwym.