— Mego wielkiego wikariusza, biednego del Dongo, który winien jest śmierci łotra Gilettiego tyle co ja, porwano z Bolonii, gdzie żył pod nazwiskiem Józefa Bossi; zamknięto go w waszej cytadeli; przybył p r z y k u t y do bryczki, na której go wieziono. Któryś z dozorców, nazwiskiem Barbone, ułaskawiony swego czasu po zamordowaniu brata, chciał znęcać się nad Fabrycym; ale mój młody przyjaciel nie jest człowiekiem, który by ścierpiał zniewagę. Rzucił o ziemię bezczelnika, za co wtrącono go do lochu dwadzieścia stóp pod ziemią, nałożywszy mu kajdany.
— Kajdany, nie!
— A! więc pani wie coś! — wykrzyknął arcybiskup. I z rysów starca pierzchnął wyraz zniechęcenia. — Ale przede wszystkim ktoś może podejść do okna i przerwać nam: czy byłabyś tak miłosierna, aby osobiście oddać don Cezarowi ten mój pasterski pierścień?
Dziewczyna wzięła pierścień, ale nie wiedziała, gdzie go schować dla pewności.
— Włóż go na wielki palec — rzekł arcybiskup; i włożył go jej sam. — Mogę liczyć, że oddasz ten pierścień?
— Tak, Wasza Wielebność.
— Czy możesz mi przyrzec, że zachowasz w tajemnicy to, co ci jeszcze powiem, nawet w razie gdybyś nie chciała się przychylić do mojej prośby?
— Ależ tak, Wasza Wielebność — odparła dziewczyna, drżąc na widok posępnej powagi, jaką starzec przybrał nagle. — Nasz czcigodny arcybiskup — dodała — może mi dać rozkazy jedynie godne jego i mnie.
— Powiedz don Cezarowi, że mu polecam mego przybranego syna; wiem, że zbiry, które go porwały, nie zostawiły mu czasu na wzięcie brewiarza, proszę tedy don Cezara, aby mu dał swój, a jeżeli stryj pani zechce przysłać jutro do konsystorza, obowiązuję się zwrócić mu książkę, której użyczy Fabrycemu. Proszę również don Cezara, aby doręczył panu del Dongo pierścień znajdujący się obecnie na tej pięknej rączce.
Tu przerwał arcybiskupowi generał Fabio Conti, który przyszedł po córkę, aby ją odprowadzić do powozu: rozmowa zakończyła się w sposób przynoszący zaszczyt zręczności prałata. Nie wspominając ani słowa o więźniu, wtrącił mimochodem ogólne maksymy moralne i polityczne; na przykład, że bywają w życiu dworów chwile przełomowe, rozstrzygające o istnieniu największych dygnitarzy; byłoby wielką nieostrożnością zmieniać w osobistą nienawiść różnice wynikające z przeciwieństwa stanowisk. Arcybiskup, dając się ponieść zgryzocie, w jakiej go pogrążyło to tak niespodziewane uwięzienie, posunął się do słów, iż trzeba niewątpliwie bronić swojej pozycji, ale że byłoby zbyteczną nieostrożnością ściągać na siebie trwałe nienawiści, przykładając rękę do rzeczy, których się nie zapomina.