Jak odmalować chwilę rozpaczy, która nastąpiła po tym ujęciu sytuacji u kobiety tak mało rządzącej się rozsądkiem, tak podlegającej wrażeniu chwili i — mimo że nie przyznawała się do tego przed sobą — tak szalenie zakochanej w młodym więźniu. Krzyki, spazmy — ale ani jednej łzy. Odprawiła swoje panny, aby ukryć te łzy; myślała, że wybuchnie płaczem, skoro się znajdzie sama; ale łez, tej ulgi w wielkiej boleści, zabrakło jej. Gniew, oburzenie, wściekłość, poczucie niższości w stosunku do księcia nadto władały w tej wyniosłej duszy.
— Czyż nie dość upokorzeń! — wykrzykiwała co chwila — znieważają mnie, więcej, grożą życiu Fabrycego i ja nie miałabym się zemścić! Stój, książę! zabijasz mnie, dobrze, masz władzę, ale kiedyś zapłacisz mi za to życiem. Ach! biedny Fabrycy, i co ci to pomoże? Cóż za różnica z owym dniem, kiedy chciałam opuścić Parmę... a wówczas uważałam się za nieszczęśliwą... Co za zaślepienie! Miałam zniszczyć wszystkie przyzwyczajenia miłego życia: niestety! nie wiedząc o tym, zbliżałam się do wydarzenia, które miało na zawsze rozstrzygnąć o mym losie. Gdyby przez haniebny nałóg nędznego dworactwa hrabia nie był usunął słów niesprawiedliwy wyrok w nieszczęsnym bileciku, który zdobyłam na księciu, bylibyśmy ocaleni. Miałam w tym — trzeba przyznać — więcej szczęścia niż zręczności, iż zdołałam wciągnąć w grę jego ambicję na punkcie ukochanej Parmy. Groziłam mu wyjazdem, byłam wówczas wolna... Boże! Jakąż jestem niewolnicą! Przygwożdżona do tej haniebnej kloaki, a Fabrycy skuty w cytadeli, w tej cytadeli, która dla tylu znamienitych ludzi była przedpokojem śmierci — i nie mogę już władać nad tym tygrysem groźbą, że opuszczę jego jaskinię.
Zbyt jest inteligentny, aby nie czuć, że nie oddalę się nigdy od plugawej wieży, do której jest przykute moje serce. Podrażniona próżność tego człowieka może mu podsuwać najdziksze pomysły; niedorzeczność ich i okrucieństwo byłyby tylko podnietą dla jego zdumiewającej próżności. Jeśli wróci do dawnych zalotów, jeśli mi powie: „Przyjm hołdy twego niewolnika lub Fabrycy zginie...” Stara historia Judyty... Tak, ale jeżeli dla mnie to jest tylko samobójstwo, dla Fabrycego to morderstwo; ten głuptas, następca tronu, i niecny kat Rassi powieszą Fabrycego jako mego wspólnika.
Księżna wydawała rozpaczliwe krzyki: alternatywa, z której nie widziała wyjścia, dręczyła nieszczęśliwe serce. Znękana głowa nie widziała żadnej możliwości na przyszłość. Dziesięć minut miotała się jak szalona, wreszcie sen przerwał na kilka chwil ten okropny stan, życie wyczerpało się. W kilka minut obudziła się nagle i siadła na łóżku; zdawało się jej, że książę w jej obecności chce uciąć głowę Fabrycemu. Jakimż obłąkanym wzrokiem Gina toczyła wkoło! Kiedy się upewniła, że nie ma koło niej ani księcia, ani Fabrycego, padła z powrotem na łóżko, omal nie zemdlała. Ogarnęła ją taka niemoc, że nie czuła się na siłach, aby zmienić pozycję. „Wielki Boże, gdybym mogła umrzeć! — mówiła sobie. — Ale cóż za nikczemność! Ja miałabym opuścić Fabrycego w nieszczęściu! Zmysły tracę... Opamiętajmy się, przyjrzyjmy się z zimną krwią okropnemu położeniu, w które pogrążyłam się jakby umyślnie. Cóż za szaleństwo! Osiedlać się na dworze samowładcy, tyrana, który zna wszystkie swoje ofiary! Każde ich spojrzenie wydaje mu się obrazą. Niestety! tego ani hrabia, ani ja nie wiedzieliśmy, kiedym opuszczała Mediolan: roiłam o urokach dworu niższego, to prawda, ale czegoś w rodzaju pięknej epoki księcia Eugeniusza.
Z daleka nie mamy pojęcia o tym, co to jest władza despoty, który zna z widzenia wszystkich poddanych. Na pozór formy despotyzmu są takie same co w innych rządach: są sędziowie, na przykład, ale tacy jak Rassi; potwór, niczym byłoby mu powiesić własnego ojca, gdyby książę mu kazał... nazwałby to swoim obowiązkiem... Pozyskać Rassiego! ja, nieszczęsna, nie mam sposobu. Cóż mogę mu ofiarować? może sto tysięcy franków; a twierdzą, że po ostatnim pchnięciu sztyletem, jakiego zagniewane na ten kraj niebiosy pozwoliły mu uniknąć, książę posłał mu dziesięć tysięcy cekinów ze swojej szkatuły. Zresztą jakaż suma zdołałaby go uwieść? Ta dusza z błota, która czyta zawsze w spojrzeniach jedynie wzgardę, ma teraz te przyjemność, że widzi w nich lęk, nawet szacunek; może zostanie ministrem policji, czemużby nie? Wówczas trzy czwarte mieszkańców kraju staną się jego podłymi dworakami i będą drżeć przed nim tak służalczo, jak on sam drży przed swoim panem.
Skoro nie mogę uciec z tego obmierzłego miasta, trzeba być użyteczną Fabrycemu — żyć odludnie, samotna, w rozpaczy? Cóż mogłabym wówczas dla Fabrycego? Dalej, idź naprzód, nieszczęsna kobieto! Pełń swój obowiązek; bywaj w świecie, udaj, że już nie myślisz o Fabrycym... Udawać, że cię zapomniałam, drogi aniele!”
Tu księżna zalała się łzami, wreszcie mogła płakać. Po godzinie, dawszy folgę ludzkiej słabości, spostrzegła z pociechą, że jej myśli zaczynają się rozjaśniać. „Mieć czarnoksięski dywanik — powiadała sobie — unieść Fabrycego z cytadeli i schronić się z nim w jakimś szczęsnym kraju, gdzie by nas nikt nie mógł ścigać, w Paryżu na przykład. Żylibyśmy tam zrazu z owych tysiąca dwustu franków, które plenipotent jego ojca przesyła mi z tak ucieszną punktualnością. Mogłabym przecież wycisnąć jakieś sto tysięcy franków z resztek mojej fortuny! Wyobraźnia księżnej czyniła, z uczuciem niewysłowionej rozkoszy, przegląd wszystkich szczegółów życia, jakie wiodłaby o trzysta mil od Parmy. „Tam — powiadała sobie — mógłby wstąpić do wojska pod przybranym nazwiskiem... Dostawszy się do jakiegoś pułku dzielnych Francuzów młody Valserra zdobyłby rychło reputację; wreszcie byłby szczęśliwy.”
Te błogie obrazy sprowadziły ponownie łzy, ale były to łzy słodkie. Zatem szczęście istnieje jeszcze kędyś! Ten stan trwał długo; biedna kobieta drżała z odrazy przed powrotem do okropnej rzeczywistości. Wreszcie, gdy świt zaczynał znaczyć białą linią wierzchołki drzew w ogrodzie, zadała sobie gwałt... „Za kilka godzin — powiedziała sobie — będę na polu bitwy; będzie trzeba działać, a jeśli mnie coś podrażni, jeśli książę odważy się wspomnieć o Fabrycym, nie jestem pewna, czy zdołam zachować zimną krew. Trzeba więc tu, na miejscu, powziąć postanowienie, i to bezzwłocznie.
Jeżeli mnie ogłoszą winną zdrady stanu, Rassi każe zająć wszystko, co znajdzie tu w pałacu; pierwszego tego miesiąca spaliliśmy z hrabią, wedle zwyczaju, wszystkie papiery, których policja mogłaby nadużyć. A on sam jest ministrem policji! To najzabawniejsze. Mam trzy diamenty dość wysokiej ceny; jutro Fulgencjusz, mój dawny przewoźnik z Grianty, pojedzie do Genewy i złoży je w bezpiecznym miejscu. Jeżeli kiedy Fabrycy wymknie się (Boże! bądź mi ku pomocy! — przeżegnała się), niewysłowione tchórzostwo margrabiego del Dongo będzie uważało, że grzechem jest dawać środki do życia człowiekowi ściganemu przez prawego władcę: wówczas będzie miał przynajmniej moje diamenty, będzie miał chleb.
Zerwać z hrabią... Zostać sam na sam z nim po tym, co zaszło, to dla mnie czyste niepodobieństwo. Biedny człowiek! Nie jest zły, przeciwnie, jest tylko słaby. Ta pospolita dusza nie jest na miarę naszych. Biedny Fabrycy! czemu nie możesz być tu na chwilę ze mną, aby się naradzić w tym straszliwym położeniu!