Szczęściem Klelia, w rozpaczy, nie domyślała się ani trochę zbrodniczego zamachu księżnej. W chwili gdy lektykę z półmartwym generałem wnoszono do cytadeli, zamęt był taki, że Lodovico i jego ludzie przeszli bez trudności: obszukano ich na „moście niewolnika” jedynie dla formy. Skoro przenieśli generała do łóżka, zaprowadzono ich do kredensu, gdzie służba podjęła ich bardzo uczciwie; ale po tym poczęstunku, który skończył się nad ranem, wytłumaczono im, że obyczaj więzienny wymaga, aby resztę nocy spędzili zamknięci w sieniach pałacu, skąd adiutant gubernatora wypuści ich nazajutrz.
Ludziom tym udało się oddać Lodovicowi sznury, które mieli na sobie, ale Lodovico wiele miał kłopotu z tym, aby ściągnąć uwagę Klelii. W końcu, w chwili gdy przechodziła tamtędy, pokazał jej, że składa zwój sznurów w ciemnym kącie jednego z salonów na pierwszym piętrze. Ten zbieg okoliczności uderzył Klelię: powzięła okrutne podejrzenia.
— Kto jesteś? — spytała Lodovica.
Po czym na jego dwuznaczną odpowiedź dodała:
— Powinnabym cię kazać uwięzić; ty albo twoi ludzie otruliście mego ojca!... Wyznaj w tej chwili, co za truciznę daliście mu zażyć, aby lekarz forteczny mógł zastosować odpowiednie leki; wyznaj w tej chwili lub też i ty, i twoi wspólnicy nie wyjdziecie z cytadeli!
— Panienka zbytecznie się niepokoi — odparł Lodovico z wdziękiem i z nienaganną uprzejmością — nie ma mowy o truciźnie; niebacznie dano generałowi laudanum i zdaje się, że lokaj, użyty do tej zbrodni, nalał do szklanki parę kropel za dużo. Jesteśmy niepocieszeni; ale panienka może być pewna, iż dzięki niebu nie ma niebezpieczeństwa. Należy pana generała kurować jak człowieka, który zażył przez pomyłkę zbyt silną dawkę laudanum; ale mam zaszczyt powtórzyć pani, że wykonawca tej zbrodni nie użył prawdziwej trucizny, jak to zrobił Barbone, kiedy chciał otruć naszego monsignore. Nikt nie miał zamiaru mścić się za niebezpieczeństwo pana Fabrycego; powierzono temu famulusowi jedynie fiolkę z laudanum, przysięgam. Ale rozumie się, że gdyby mnie przesłuchiwano oficjalnie, zaprzeczyłbym wszystkiemu.
Zresztą, jeśli pani wspomni komukolwiek o laudanum i o truciźnie, choćby tylko przezacnemu don Cezarowi, zabije pani Fabrycego własną ręką. Uniemożliwi pani na zawsze projekt ucieczki, a panienka wie lepiej ode mnie, że nie laudanum chcą dać panu Fabrycemu; wie pani równie dobrze jak ja, że ktoś udzielił jedynie miesiąca zwłoki na spełnienie tej zbrodni i że już tydzień upłynął od tego okrutnego rozkazu. Toteż jeśli pani każe mnie uwięzić lub jeśli powie komukolwiek bodaj słowo, opóźni pani nasze plany o więcej niż miesiąc i mam prawo powiedzieć, że zabije pani pana Fabrycego własną ręką.
Niezwykły spokój Lodovica przejął Klelię do głębi.
„Tak więc — mówiła sobie — pertraktuję z trucicielem ojca przemawiającym do mnie z wyszukaną grzecznością! I to miłość przywiodła mnie do wszystkich tych zbrodni!”
Wyrzuty ledwie pozwoliły jej mówić; w końcu rzekła: