— Chcesz pięć franków za konia?

— Pięć franków! Żartujecie zdrowo, mateczko, oficerski koń! Nie minie kwadrans, jak go sprzedam za pięć napoleonów.

— Daj mi jednego napoleona — rzekła markietanka do Fabrycego.

Następnie zbliżywszy się do żołnierza na koniu rzekła: — Złaź prędko, masz tu napoleona.

Żołnierz zsiadł. Fabrycy wesoło skoczył na siodło, markietanka zdejmowała zawiniątko przypięte do siodła.

— Nuże, pomóżcie mi! — rzekła do żołnierzy. — Pozwalacie się trudzić damie?

Ale ledwie nowy wierzchowiec poczuł tobołek, zaczął stawać dęba.

Fabrycy, mimo że jeździł bardzo dobrze, musiał dołożyć wszelkich starań, aby go opanować.

— Dobry znak — rzekła markietanka — jaśnie pan nie przyzwyczajony do tłumoków.

— Generalski koń! — wykrzyknął żołnierz, który go sprzedał — wart dziesięć napoleonów jak bułka za grosz.