Mój syn i ja — pisała księżna — nie mieliśmy ani jednego znośnego wieczora od twego nagłego wyjazdu. Czyż już nie pamiętasz, że to dzięki tobie przywrócono mi głos doradczy w mianowaniu oficerów mego domu? Uważasz za potrzebne prosić o nominację margrabiego, jak gdyby życzenie twoje nie było dla mnie dostateczne? Jeśli mam jakiś glos, margrabia otrzyma tę godność: w moim zaś sercu będzie zawsze miejsce, i to pierwsze, dla mej drogiej Giny. Syn każe ci powiedzieć to samo, w tych samych słowach, zbyt śmiałych może w ustach dwudziestojednoletniego dryblasa, i prosić cię o próbki minerałów z doliny Orta, sąsiadującej z Belgirate. Możesz przysyłać swoje listy, na które liczę, często, przez hrabiego, który nienawidzi cię zawsze i którego lubię za te uczucia. Arcybiskup również pozostał ci wierny. Spodziewamy się wszyscy ujrzeć cię znów: pamiętaj, że trzeba koniecznie. Margrabina Ghisleri, moja wielka ochmistrzyni, gotuje się przenieść na lepszy świat — biedna kobieta wiele mi nadokuczała; znów robi mi na złość, wynosząc się ze świata nie w porę; choroba jej przywodzi mi na myśl nazwisko, które byłabym niegdyś z taką radością wpisała w jej miejsce, o ile bym naturalnie zdołała uzyskać tę ofiarę niezależności od wyjątkowej kobiety, która uciekając od nas uniosła z sobą całe wesele mego małego dworu itd., itd.

Z poczuciem zatem, iż stara się, o ile to w jej mocy, przyśpieszyć małżeństwo grążące Fabrycego w rozpaczy, księżna widywała go co dzień. Toteż spędzali niekiedy po kilka godzin bez słowa, żeglując po jeziorze. Fabrycy czuł dla ciotki doskonałą życzliwość; ale myślał o czym innym, a dusza jego, prosta i szczera, nie nastręczała mu przedmiotu do rozmowy. Księżna widziała to, i to była jej męka.

Zapomnieliśmy opowiedzieć, że księżna wynajęła domek w Belgirate, uroczej miejscowości, dotrzymującej wszystkiego, co przyrzekało jej miano (piękny zakręt jeziora). Z ganku księżna mogła wskoczyć wprost do barki. Wybrała bardzo skromną, do której wystarczało czterech wioślarzy; najęła dwunastu w ten sposób, aby mieć człowieka z każdej ze wsi otaczających Belgirate. Za trzecim czy czwartym razem, kiedy się znalazła na środku jeziora z tymi zuchami, kazała im przestać wiosłować.

— Uważam was wszystkich za przyjaciół — rzekła — i powierzę wam tajemnicę. Mój bratanek Fabrycy uciekł z więzienia; może będą próbowali go schwycić podstępem, mimo że znajduje się na waszym jeziorze w wolnym kraju. Dawajcie bacznie ucha i uprzedzajcie mnie o wszystkim. Pozwalam wam wchodzić do mego pokoju w dzień i w nocy.

Wioślarze odpowiedzieli z zapałem; kochali ją wszyscy. Ale nie sądziła, aby ktoś myślał o pojmaniu Fabrycego: to dla niej były wszystkie te ostrożności; przed nieszczęsnym rozkazem otworzenia zbiornika w pałacu nie byłaby pomyślała o tym.

Przezorność kazała jej również nająć mieszkanie w porcie Locarno dla Fabrycego; codziennie odwiedzał ją lub ona udawała się do Szwajcarii. O uroku ich ciągłego sam na sam można sądzić z tego szczegółu: margrabina i jej córki odwiedziły ich dwa razy i obecność tych obcych osób sprawiła obojgu przyjemność; mimo bowiem węzłów krwi, można nazwać obcym kogoś, kto nic nie wie o naszych sprawach i kogo widuje się raz na rok.

Księżna bawiła pewnego wieczora u Fabrycego wraz z margrabiną i jej córkami. Prałat miejscowy i proboszcz przyszli złożyć uszanowanie damom; prałat, który posiadał kapitały w domu handlowym i miewał świeże wiadomości, oznajmił:

— Książę parmeński umarł!

Księżna zbladła straszliwie, zaledwie miała siłę wyrzec:

— Czy wiadome są szczegóły?