— Dobrze — odparła księżna — jest trzecia rano; powiem, żeś przybył w południe, ale nie zdradź mnie.

— Poznaję dobroć jaśnie pani.

Polityka w utworze literackim — to wystrzał z pistoletu w czasie koncertu; coś brutalnego, czego wszelako niepodobna pominąć.

Będziemy mówili o bardzo brzydkich rzeczach, o których, dla wielu powodów, chcielibyśmy zamilczeć; ale musimy przejść do wydarzeń, które należą do naszej dziedziny, skoro teatrem ich jest serce ludzkie.

— Ależ, wielki Boże! w jaki sposób umarł ten wielki władca? — spytała księżna.

— Był na polowaniu na kaczki w błotach nad Padem, o dwie mile od Sacca. Wpadł w dziurę pokrytą gęstą trawą; był spocony i przeziębił się; przeniesiono go do jakiegoś domku, gdzie umarł po kilku godzinach. Inni twierdzą, że panowie Catena i Borone zmarli również i że cały wypadek pochodzi z miedzianych naczyń u chłopa, gdzie wstąpili, które zawierały grynszpan73. Jedli śniadanie u tego człowieka. Emaliowane głowy, jakobini, którzy opowiadają to, czego by sobie życzyli, mówią o truciźnie. Wiem, że mój przyjaciel Toto, kurier dworski, byłby zginął bez szlachetnej pomocy jakiegoś włóczęgi, który okazał się bardzo biegły w medycynie i który mu zalecił szczególne lekarstwa. Ale nikt nie mówi już o śmierci księcia: w gruncie był to okrutnik. Kiedym wyjeżdżał, lud zbierał się, aby utrupić Rassiego: chciano też podłożyć ogień pod bramę cytadeli i oswobodzić więźniów. Ale niektórzy twierdzili, że Fabio Conti kazałby strzelać z armat. Drudzy upewniali, że kanonierzy w cytadeli zalali proch wodą, nie chcąc mordować ziomków. Ale oto coś ciekawego: kiedy chirurg Sandolaro opatrywał mi ramię, przybył z Parmy człowiek, który opowiedział, że lud zdybawszy gdzieś na ulicy Barbone, sławnego pisarza więziennego, zatłukł go, a potem powieszono go na drzewie, na wprost cytadeli. Lud ciągnął już, aby rozbić piękny posąg księcia znajdujący się w pałacowym ogrodzie; ale pan hrabia wziął batalion gwardzistów, ustawił go przed posągiem i kazał powiedzieć ludowi, że kto wejdzie do ogrodu, nie wyjdzie żywy, i lud się zląkł. Ale co osobliwe, a co ten człowiek przybyły z Parmy, eks-żandarm, powtórzył kilka razy, to że pan hrabia kopnął generała P..., komendanta gwardii, i kazał wygnać za ogród, zdarłszy mu epolety.

— Poznaję hrabiego! — wykrzyknęła Sanseverina z wybuchem radości, którego nie byłaby przewidziała na minutę wprzódy — nie ścierpi nigdy, aby znieważono naszą księżnę, co zaś do generała P..., ten, przez oddanie prawym władcom, nie chciał nigdy służyć uzurpatorowi, gdy hrabia, mniej skrupulatny, odbył wszystkie kampanie hiszpańskie, co mu nieraz na dworze wymawiano.

Pani Sanseverina otwarła list hrabiego, ale przerywała czytanie, aby zasypywać Brunona pytaniami.

List był bardzo zabawny; hrabia używał arcyżałosnych wyrażeń, a mimo to najwyższa radość tryskała z każdego słowa; unikał szczegółów co do śmierci księcia i kończył w te słowa:

Wrócisz niezawodnie, drogi aniele, ale radzę ci zaczekać dzień lub dwa na kuriera księżnej, co nastąpi, mam nadzieję, dziś lub jutro; trzeba, aby twój powrót był tryumfalny, jak wyjazd był odważny. Co do „wielkiego zbrodniarza”, który jest z tobą, mam zamiar oddać go pod sąd dwunastu sędziów powołanych z całego państwa. Ale, aby ukarać tego potwora tak, jak na to zasługuje, trzeba, bym wpierw mógł zrobić papiloty z pierwszego wyroku, jeżeli istnieje.