Któż by nie powiedział, sądząc z tego stylu, że księżna będzie się cieszyła największym faworem? Uderzyło ją wszakże coś w listach hrabiego, które otrzymała w dwie godziny później. Nie tłumaczył się bliżej, ale radził, aby opóźniła o kilka dni powrót, i aby napisała do księżnej-matki, że jest niezdrowa. Mimo to pani Sanseverina i Fabrycy wyruszyli natychmiast po obiedzie. Celem księżnej — mimo że nie przyznawała się do tego przed sobą — było przyśpieszyć małżeństwo margrabiego Crescenzi. Fabrycy natomiast oddawał się przez drogę szalonej radości, która niecierpliwiła jego ciotkę. Miał nadzieję ujrzeć niebawem Klelię; spodziewał się ją wykraść, wbrew jej woli nawet, jeśli to będzie jedyny sposób zerwania jej małżeństwa.

Podróż księżnej i jej bratanka była bardzo wesoła. Na stacji przed Parmą Fabrycy zatrzymał się chwilę, aby wdziać szaty duchowne; zazwyczaj bywał ubrany jak człowiek w żałobie. Kiedy wszedł do pokoju, księżna rzekła:

— Mam uczucie czegoś mętnego w liście hrabiego Mosca. Posłuchaj mnie i zostań tu kilka godzin; prześlę ci wiadomość, skoro tylko się zobaczę z tym wielkim ministrem.

Bardzo niechętnie Fabrycy poddał się tej rozsądnej radzie. Wybuchy radości, godne piętnastoletniego chłopca, towarzyszyły przyjęciu, jakie hrabia zgotował tej, którą nazywał swoją żoną. Długo nie chciał mówić o polityce; skoro wreszcie odzyskali smutny rozsądek, rzekł tak:

— Dobrześ uczyniła, żeś nie pozwoliła Fabrycemu przybyć oficjalnie, przeżywamy tu okres reakcji. Zgadnij tylko, jakiego kolegę przydał mi książę jako ministra sprawiedliwości? Rassi, moja droga, Rassi, którego w epoce naszej wielkiej sprawy potraktowałem jak łajdaka! Ale trzeba ci wiedzieć, że postarano się zatrzeć wszystko, co się tu stało. Jeśli zajrzysz do naszej gazety, zobaczysz, że pisarz więzienny, niejaki Barbone, zginął przejechany wozem. Sześćdziesięciu hultajów, których kazałem wystrzelać, kiedy atakowali posąg księcia w ogrodzie, ma się bardzo dobrze, są jedynie w podróży. Hrabia Zurla, minister spraw wewnętrznych, sam udał się do domu każdego z tych nieszczęśliwych bohaterów i wręczył po piętnaście cekinów ich rodzinie lub przyjaciołom, nakazując mówić, że zmarły jest w podróży, i grożąc bardzo wyraźnie więzieniem, jeśli ośmielą się dać do zrozumienia, że poległ. Innego człowieka z mego własnego ministerium spraw zagranicznych posłano w misji do gazeciarzy w Mediolanie i w Turynie, iżby nic nie pisali o nieszczęśliwym wydarzeniu: to uświęcone słowo; człowiek ten ma dotrzeć aż do Paryża i Londynu, aby we wszystkich dziennikach niemal oficjalnie zaprzeczyć wszystkiemu, co by tam mówiono o naszych zamieszkach. Inny agent puścił się do Bolonii i Florencji. Wzruszyłem ramionami.

Ale co jest zabawne w moim wieku, to, że ja miałem chwilę szczerego zapału, przemawiając do gwardii i zdzierając epolety temu gamajdzie, generałowi P... W tej chwili byłbym bez wahania oddał życie za księcia — wyznaję, że to byłby głupi sposób rozstania się ze światem. Dziś ten książę, mimo że poczciwy chłopak, dałby sto talarów, abym ja umarł jaką naturalną śmiercią; nie śmie jeszcze żądać mej dymisji, ale mówimy z sobą jak najrzadziej i przesyłam mu mnóstwo raportów na piśmie, jak to praktykowałem z nieboszczykiem księciem po uwięzieniu Fabrycego. A, prawda! nie zrobiłem papilotów z wyroku na tego chłopca dla tej przyczyny, że ten łajdak Rassi jednak mi go nie oddał. Dobrze tedy uczyniłaś, że nie pozwoliłaś Fabrycemu przybyć oficjalnie. Wyrok jest wciąż prawomocny; nie sądzę jednak, aby Rassi ośmielił się uwięzić twego bratanka dziś, ale może ośmieli się za dwa tygodnie. Jeśli Fabrycy chce bezwarunkowo wrócić do miasta, niech zamieszka u mnie.

— Ale co za przyczyna tego wszystkiego? — wykrzyknęła księżna, zdumiona.

— Wytłumaczono księciu, że ja nadaję sobie tony dyktatora, zbawcy ojczyzny, i że go chcę prowadzić na pasku; co więcej, mówiąc o nim, miałem wyrzec to nieszczęsne słowo: dziecko. To może być prawda, byłem podniecony owego dnia: uważałem go na przykład za wielkiego człowieka dlatego, że nie zanadto wystraszył się pierwszych strzałów, które usłyszał w życiu. Jest niegłupi, ma nawet lepsze wzięcie od ojca, zawsze będę tego zdania, grunt jest uczciwy i dobry; ale to szczere młode serce ściska się, kiedy mu opowiadać o jakimś szelmostwie, i uważa, że trzeba mieć samemu bardzo czarną duszę, aby spostrzegać takie rzeczy — pomyśl, jakie on wychowanie otrzymał!...

— Wasza Ekscelencja powinien był pamiętać, że on kiedyś będzie panował, i przydać mu jakiegoś inteligentnego człowieka.

— Po pierwsze, znamy przykład księdza de Condillac, który powołany przez margrabiego Felino, mego poprzednika, zrobił ze swego wychowanka koronnego gamonia. Chodził na procesje i w roku 1796 nie umiał porozumieć się z generałem Bonaparte, który byłby potroił granice jego państwa. Po wtóre, nie sądziłem nigdy, abym był ministrem dziesięć lat z rzędu. Obecnie, kiedy się rozczarowałem do reszty, i to od miesiąca, chcę zebrać milion, zanim zostawię tę budę, którą ocaliłem, jej własnym losom. Gdyby nie ja, Parma byłaby republiką przez dwa miesiące, z poetą Ferrante Palla jako dyktatorem.