— Ale — podjęła księżna — cóż byłoby się stało w ów nieszczęsny dzień, gdybyś się był trzymał na uboczu, jak, mam nadzieję, będziesz czynił na przyszłość?
— Wojsko zbratałoby się z ludem, nastałyby trzy dni rzezi i pożaru (bo trzeba jeszcze stu lat, aby republika w tym kraju nie była szaleństwem), potem dwa tygodnie grabieży, póki dwa lub trzy pułki, wysłane przez zagranicę, nie przyszłyby robić porządku. Ferrante Palla był wśród ludu odważny i szalony jak zwykle; miał z pewnością tuzin przyjaciół, którzy działali w porozumieniu z nim, z czego Rassi uczyni wspaniałe sprzysiężenie... Tyle jest pewne, iż mając na sobie ubranie niewiarygodnie obdarte, rozdawał złoto garściami.
Pani Sanseverina, olśniona tymi nowinami, poszła co żywo podziękować księżnej-matce.
W chwili gdy weszła na komnaty, frejlina dworu wręczyła jej złoty kluczyk, który się nosi na pasku, a który jest znakiem najwyższej władzy w części zamku należącej do księżnej. Klara Paulina oddaliła wszystkich pośpiesznie, znalazłszy się sam na sam z przyjaciółką, jakiś czas mówiła jedynie ogólnikami. Pani Sanseverina nie bardzo wiedziała, co to znaczy, i odpowiadała bardzo wstrzemięźliwie. Wreszcie księżna-matka zalała się łzami i, rzucając się w ramiona przyjaciółki, wykrzyknęła:
— Wróciły czasy mego nieszczęścia; syn będzie dla mnie jeszcze gorszy niż ojciec!
— Przeszkodzę temu — odparła żywo pani Sanseverina. — Ale przede wszystkim proszę — ciągnęła — aby Wasza Najdostojniejsza Wysokość raczyła przyjąć hołd całej mojej wdzięczności i mego głębokiego szacunku.
— Co ty chcesz powiedzieć? — wykrzyknęła księżna-matka, pełna niepokoju i lękająca się jej dymisji.
— Za każdym razem, kiedy Wasza Najdostojniejsza Wysokość pozwoli mi obrócić na prawo drżącą główkę tego oto magota74, który stoi na kominku, pozwoli mi także nazwać rzeczy ich właściwym mianem.
— Czy tylko to, droga księżno? — wykrzyknęła Klara Paulina, wstając i biegnąc sama, aby nadać magotowi właściwą pozycję — mów tedy zupełnie swobodnie, moja wielka ochmistrzyni — rzekła przymilnym głosem.
— Wasza Wysokość doskonale zrozumiała położenie. Grozi nam obu, pani i mnie, największe niebezpieczeństwo. Wyrok na Fabrycego nie jest odwołany; w tym samym dniu, w którym zechcą się mnie pozbyć, a panią znieważyć, wtrącą go z powrotem do więzienia. Nasze położenie gorsze jest niż kiedykolwiek. Co się tyczy mnie osobiście, wychodzę za hrabiego! Osiedlimy się w Neapolu lub w Parmie. Ostatnia niewdzięczność, jakiej hrabia padł ofiarą, w zupełności zbrzydziła mu politykę; ja zaś — poza tym, czego wymagałoby dobro Waszej Wysokości — nie radziłabym mu tkwić w tym bagnie, chyba żeby mu książę dał ogromną sumę. Poproszę Waszej Wysokości o pozwolenie wytłumaczenia jej, że hrabia, który miał sto trzydzieści tysięcy, obejmując urzędowanie, posiada dziś zaledwie dwadzieścia tysięcy renty. Próżno nalegałam nań od dawna, aby myślał o sobie. Podczas mojej nieobecności wytoczył sprawę generalnym dzierżawcom księcia, którzy byli złodziejami; hrabia zastąpił ich innymi złodziejami, którzy mu dali osiemset tysięcy franków.