— Pani znowuż odtrącasz koronę Parmy, i więcej niż koronę, nie byłabyś bowiem zwykłą księżniczką poślubioną dla polityki, a bez miłości; serce moje należy do ciebie, byłabyś na zawsze samowładną panią mych uczynków i mego rządu.

— Tak, ale księżna-matka miałaby prawo mną gardzić jako podłą intrygantką.

— A więc skazałbym ją na wygnanie, naznaczywszy jej pensję.

Jeszcze trzy kwadranse trwała ostra wymiana zdań. Książę, który miał duszę delikatną, nie mógł się zdobyć ani na to, aby skorzystać ze swego prawa, ani na to, aby pozwolić pani Sanseverina odjechać. Słyszał kiedyś, że gdy się uzyska pierwszą chwilę, mniejsza o to jak, kobieta zawsze wraca.

Wypędzony przez oburzoną księżnę, ośmielił się wrócić, drżący i nieszczęśliwy, kilka minut przed dziesiątą. O wpół do jedenastej księżna siadła do powozu i jechała do Bolonii. Znalazłszy się poza granicami Parmy, napisała do hrabiego:

Poświęcenie spełnione. Nie żądaj ode mnie wesołości przez miesiąc. Nie ujrzę już Fabrycego; czekam cię w Bolonii, i kiedy zechcesz, zostanę hrabiną Mosca. Proszę cię tylko o jedno: nie zmuszaj mnie nigdy do pojawienia się w kraju, który opuszczam, i pamiętaj o tym, że zamiast stu pięćdziesięciu tysięcy funtów renty będziesz miał najwyżej trzydzieści lub czterdzieści tysięcy. Głupcy będą patrzeć na ciebie z rozdziawioną gębą i będą cię szanowali o tyle, o ile zechcesz się zniżyć do ich małostek... Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dandin!89

W tydzień potem ślub odbył się w Perugii, w kościele, gdzie znajdował się grobowiec przodków hrabiego. Książę był w rozpaczy. Hrabina Mosca otrzymała od niego kilka listów, które odesłała nie rozpieczętowane. Ernest V wyznaczył hrabiemu wspaniałą pensję i dał Fabrycemu wielką wstęgę swego orderu.

— To mi się zwłaszcza podobało w tym pożegnaniu. Rozstaliśmy się — powiadał hrabia do świeżej hrabiny Mosca della Rovere — w najlepszej przyjaźni; dał mi wielką wstęgę hiszpańską i diamenty warte co najmniej tyleż. Powiedział, że zrobiłby mnie księciem, gdyby nie chciał zachować sobie tego środka, aby cię ściągnąć z powrotem do swego państwa. Mam tedy zlecenie oświadczyć ci — piękne posłannictwo dla męża — że jeśli raczysz wrócić do Parmy bodaj na miesiąc, ja zostanę księciem pod nazwiskiem, które sama obierzesz, a ty otrzymasz piękne dobra.

Księżna odepchnęła tę myśl ze wstrętem.

Po scenie na balu dworskim, która zdawała się dość rozstrzygająca, Klelia jakby zapomniała o miłości podzielanej — zdawałoby się — przez chwilę; najgwałtowniejsze wyrzuty owładnęły tą cnotliwą i wierzącą duszą. Fabrycy zrozumiał to dobrze i mimo nadziei, jakie starał się w sobie obudzić, w sercu jego zaległa posępna zgryzota. Tym razem wszakże nieszczęście nie zagnało go na odludzie, jak w dobie małżeństwa Klelii.