Za jakiś czas Fabrycy oznajmił hrabiemu, że wszystko jest przygotowane.
W dwa dni później, kiedy margrabia wracał konno z majątku swego w okolicach Mantui, jakieś zbiry, wynajęte widocznie dla prywatnej zemsty, porwały go, nie czyniąc mu żadnej krzywdy i wsadziły go do barki. Barka płynęła trzy dni w dół Padu, odbywając tę samą drogę, którą Fabrycy odbył kiedyś po słynnej sprawie z Gilettim. Czwartego dnia bandyci złożyli margrabiego na samotnej wysepce wśród Padu, okradłszy go doszczętnie, tak że mu nie zostawili ani pieniędzy, ani żadnego wartościowego przedmiotu. Minęły całe dwa dni, nim margrabia zdołał wrócić do swego pałacu w Parmie; zastał pałac obity kirem i cały dom w rozpaczy.
Porwanie to, bardzo zręcznie wykonane, miało opłakany skutek: Sandrino pomieszczony w pięknym i wielkim domu, gdzie margrabina odwiedzała go prawie co dzień, umarł po kilku miesiącach. Klelia wyobraziła sobie, że ją dosięgła słuszna kara za to, że złamała ślub dany Madonnie; widziała tak często Fabrycego przy świetle, a nawet dwa razy w biały dzień, i to z takim upojeniem, podczas choroby Sandrina! Ledwie kilka miesięcy przeżyła ubóstwianego syna, ale miała to szczęście, że zmarła w ramionach kochanka.
Fabrycy był zbyt zakochany i zbyt wierzący, aby szukać ucieczki w samobójstwie; spodziewał się ujrzeć Klelię na tamtym świecie, ale patrzał na rzeczy dość jasno, aby czuć, że ma wiele do odpokutowania.
Wkrótce po śmierci Klelii podpisał szereg aktów, którymi zapewnił po tysiąc franków pensji każdemu ze służby i zachował takąż pensję dla siebie samego; dobra swoje, wartości około stu tysięcy funtów renty, darował hrabinie Mosca; takąż sumę margrabinie del Dongo, swojej matce; to zaś, co zostało z ojcowskiego majątku, swojej siostrze nieszczególnie wydanej za mąż. Nazajutrz wniósłszy, gdzie należało, dymisję z arcybiskupstwa i z wszystkich godności, jakimi go obsypała łaska Ernesta V i przyjaźń pierwszego ministra, schronił się do Pustelni parmeńskiej w lasach ciągnących się nad Padem, o dwie mile od Sacca.
Hrabina Mosca pochwaliła w swoim czasie to, że mąż jej wrócił do ministerium, ale sama nigdy nie odwiedziła dziedzin Ernesta V. Żyła wystawnie w Vignano, o ćwierć mili od Casal-Maggiore, na lewym brzegu Padu, zatem już w Austrii. We wspaniałym pałacu w Vignano, który hrabia kazał jej zbudować, przyjmowała co czwartek cały wielki świat parmeński, a codziennie licznych przyjaciół. Nie minął ani jeden dzień bez bytności Fabrycego w Vignano. Słowem hrabina miała wszystkie pozory szczęścia, ale bardzo niewiele przeżyła Fabrycego, którego ubóstwiała, a który spędził tylko rok w swojej pustelni.
Więzienia parmeńskie były próżne, hrabia bezmiernie bogaty, Ernest V ubóstwiany przez poddanych, którzy porównywali jego rządy z rządami wielkich książąt Toskanii.
To the happy few93.
Przypisy:
1. zambajon, zabaglione a. zabaione (z wł.) — poncz [słodki napój lub deser z alkoholu, soków owocowych i in.; Red. WL]. [przypis tłumacza]