— Nim się zaczniesz burzyć — rzekła księżna — zrozum, czego hrabia od ciebie żąda: nie chodzi tu o to, aby być biednym księdzem mniej lub więcej przykładnym i cnotliwym jak ksiądz Blanès. Przypomnij sobie, czym byli twoi stryjowie, arcybiskupi parmeńscy, odczytaj sobie ich życiorysy w dodatku do historii twego rodu. Przede wszystkim człowiek o twoim nazwisku powinien być wielkim panem, szlachcicem, hojnym, tarczą sprawiedliwości, przeznaczonym z góry na to, aby stać na czele... i przez całe życie zrobić tylko jedno łajdactwo, ale bardzo korzystne.
— Tak więc wszystkie moje złudzenia spłynęły z wodą — powiedział Fabrycy, wzdychając głęboko — ciężka, zaiste, ofiara! Wyznaję, że nie zdawałem sobie sprawy z tego wstrętu do zapału i inteligencji, nawet obróconych na ich pożytek, jaki odtąd będą odczuwali samowładni monarchowie.
— Pomyśl, że jedna proklamacja, jeden kaprys serca może pchnąć entuzjastę do stronnictwa przeciwnego temu, któremu służył całe życie!
— Ja, entuzjasta! — powtórzył Fabrycy. — Toż ja nie mogę się nawet zakochać!
— Jak to?! — wykrzyknęła księżna.
— Kiedy mam zaszczyt zalecać się do pięknej damy, nawet szlachetnie urodzonej i pobożnej, mogę myśleć o niej tylko póty, póki ją widzę.
Wyznanie to sprawiło osobliwe wrażenie na księżnej.
— Proszę o miesiąc — podjął Fabrycy — abym się mógł pożegnać z panią C... w Nowarze, i co jeszcze trudniejsze, z zamkami na lodzie całego życia. Napiszę do matki, która zechce może odwiedzić mnie w Belgirate, na piemonckim brzegu Lago Maggiore, w miesiąc zaś później będę incognito w Parmie.
— Nie waż się! — krzyknęła księżna.
Nie chciała, aby Mosca widział ją z Fabrycym.