„Nie spodobałem się tej figurze” — pomyślał Fabrycy.
— A teraz pozostaje nam przekonać się — rzekł książę, skoro został sam — czy ten piękny chłoptaś zdolny jest do namiętności dla czegoś; w takim razie byłby kompletny... Czy można inteligentniej powtarzać lekcje ciotki? Zdawało mi się, że ją słyszę; gdyby u mnie wybuchła rewolucja, ona redagowałaby „Monitora”, jak niegdyś San Felice37 w Neapolu! Ale San Felice, mimo jej dwudziestu pięciu lat i urody, powieszono troszeczkę! Ostrzeżenie dla zbyt inteligentnych dam.
Uważając Fabrycego za wychowanka ciotki, książę mylił się; rozumni ludzie na tronie lub w jego pobliżu tracą niebawem wszelkie odczucie; tępią dokoła siebie swobodę rozmowy, która wydaje im się grubiaństwem; chcą widzieć jedynie maski i mają pretensję sądzić o piękności cery; a najzabawniejsze, że uważają się za bardzo przenikliwych. W tym wypadku, na przykład, Fabrycy wierzył mniej więcej we wszystko, co mówił; prawda, iż nie zastanawiał się ani dwa razy na miesiąc nad tymi wielkimi sprawami. Był żywy, inteligentny, ale wierzący.
Pęd do wolności, moda i kult szczęścia mas, którymi nabił sobie głowę wiek dziewiętnasty, były w jego oczach jedynie herezją, przeznaczoną, by minąć jak inne, ale zabiwszy wiele ciał. Mimo to Fabrycy czytywał z rozkoszą dzienniki francuskie, popełniając nawet nieostrożności, aby się o nie wystarać.
Kiedy Fabrycy wrócił, oszołomiony jeszcze audiencją, i opowiadał ciotce podrywki księcia, pani Sanseverina rzekła:
— Musisz teraz natychmiast iść do ojca Landriani, naszego zacnego arcybiskupa; idź pieszo, wejdź cicho na schody, nie rób hałasu w przedpokoju; jeżeli ci każą czekać, tym lepiej, po tysiąc razy tym lepiej! Słowem, bądź apostolski!
— Rozumiem — rzekł Fabrycy — to jakiś typ z rodziny Tartufa.
— Ani trochę, to wcielona cnota.
— Nawet po tym, co uczynił — odparł Fabrycy zdziwiony — w epoce stracenia hrabiego Palanza?
— Tak, moje dziecko, nawet. Ojciec arcybiskupa był urzędniczkiem w ministerium finansów, z drobnej mieszczańskiej rodziny: to tłumaczy wszystko. Landriani posiada umysł żywy, rozlewy, głęboki; jest szczery, kocha cnotę: jestem przekonana, że gdyby cesarz Decjusz wrócił na świat, on cierpiałby męczeństwo jak Poliekt w operze38, którą dawano tu w zeszłym i tygodniu. Oto piękna strona medalu, a oto jego strona odwrotna: z chwilą gdy znajdzie się w obecności panującego lub bodaj pierwszego ministra, tyle wielkości olśniewa go; miesza się, czerwieni, fizycznym niepodobieństwem jest mu powiedzieć „nie”. Stąd owe rzeczy, których się dopuścił i które mu zjednały tak smutną sławę w całych Włoszech, ale czego świat nie wie, to tego, że kiedy opinia oświeciła go co do procesu hrabiego Palanza, skazał się za pokutę na chleb i wodę przez trzynaście tygodni, tyle tygodni, ile jest głosek w nazwisku Davide Palanza. Mamy tu na dworze niezmiernie sprytnego łajdaka, nazwiskiem Rassi, wielkiego sędziego lub generalnego poborcę, który wówczas, gdy chodziło o śmierć hrabiego Palanza, opętał ojca Landriani. W okresie owej trzynastotygodniowej pokuty hrabia Mosca przez współczucie, a trochę przez złośliwość, zapraszał go na obiad raz lub nawet dwa razy na tydzień; zacny arcybiskup, aby nie być niegrzeczny, jadł jak wszyscy, uważał bowiem, iż odbywać publiczną pokutę za czyn zatwierdzony przez monarchę trąciłoby zuchwalstwem i jakobinizmem. Ale wiadomo było, że po każdym obiedzie, na którym obowiązek wiernopoddańczy zmusił go do jedzenia ze wszystkimi, nakładał sobie za pokutę dwa dni o chlebie i wodzie.