Hrabia opowiedział parę anegdot o pani Raversi.
— Próżno starałam się ją ułagodzić dobrodziejstwami — rzekła księżna. Co do bratanków męża, porobiłam ich wszystkich pułkownikami albo generałami. W zamian, nie upływa miesiąc, aby mi nie przesłali jakiego ohydnego anonimu: musiałam przyjąć sekretarza do czytania tej korespondencji.
— Te anonimy to jeszcze ich najmniejszy grzech — podjął hrabia Mosca — mają istną fabrykę nikczemnych denuncjacji. Dwadzieścia razy mogłem oddać całą tę klikę pod sąd, a Wasza Ekscelencja może się domyślić — dodał zwracając się do Fabrycego — czy moi zacni sędziowie byliby ich skazali.
— Otóż to właśnie psuje mi wszystko — odparł Fabrycy z naiwnością bardzo zabawną na dworze — byłbym wolał, aby ich skazali sędziowie sądzący wedle sumienia.
— Ty, który podróżujesz, aby się oświecać, zrobisz mi wielką przyjemność, dając mi adres takich sędziów: napiszę do nich jeszcze przed pójściem spać.
— Gdybym był ministrem, ten brak uczciwych sędziów upokarzałby moją ambicję.
— Ale zdaje mi się — odpowiedział hrabia — że Wasza Ekscelencja, który tak kocha Francuzów i który nawet swego czasu udzielał im pomocy swego niezwalczonego ramienia, zapomina w tej chwili jednej z ich kapitalnych maksym: „Lepiej zabić diabła, niż żeby diabeł ciebie zabił.” Chciałbym widzieć, jakbyś ty rządził gorącymi głowami, które czytają cały dzień historię rewolucji francuskiej, gdyby sędziowie uwalniali ludzi, których ja oskarżam. Nie chcieliby w końcu skazywać najoczywistszych łajdaków i uważaliby się za Brutusów. Ale muszę się z tobą podroczyć: czy twoja tak wrażliwa dusza nie ma jakich wyrzutów z przyczyny tego pięknego rasowego konika, któregoś porzucił nad Lago Maggiore?
— Mam zamiar — rzekł Fabrycy najpoważniej — zwrócić, co będzie trzeba, właścicielowi konia, aby go odszkodować za ogłoszenia etc., za pomocą których odzyska z powrotem konia od chłopa, który go znalazł; będę czytywał uważnie mediolański dziennik, aby znaleźć ogłoszenie zgubionego konia; znam dobrze jego rysopis.
— On jest naprawdę cudownie pierwotny — rzekł hrabia do księżnej. — A co by się stało z Waszą Ekscelencją — ciągnął, śmiejąc się — gdyby galopując co koń wyskoczy na tym pożyczonym biegunie, Ekscelencja pozwolił sobie się potknąć? Byłbyś w Szpilbergu, drogi bratanku, i wszystkie moje wpływy zdołałyby zaledwie zmniejszyć o jakie trzydzieści funtów łańcuch u każdej twojej nogi. Spędziłbyś w tym lubym miejscu z dziesięć lat; może nogi popuchłyby ci i zaczęły gnić; wówczas obcięto by ci je schludnie.
— Och, przez litość, nie snuj dalej tak smutnej bajki! — wykrzyknęła księżna ze łzami w oczach. — Mamy go z powrotem.