Drzwi otwierają się na oścież. Wchodzi Sender w rozpiętym chałacie. Czapka siedzi wysoko na głowie. Jest wesoły. Za nim trzech do czterech Żydów.
MEIR i BATLANI
O! Reb Sender! Witajcie!
SENDER
Przejeżdżałem właśnie mimo bożnicy i myślę sobie: „Warto by zobaczyć, co porabiają tam nasi przyjaciele”. zauważa butelkę u Meira Sądziłem, że ślęczą nad księgami, albo rozprawiają o wzniosłych rzeczach. A ci tu szykują się do wypitki. Cha! Cha! Prawdziwi chasydzi miropolscy!
I BATLAN
Pozwoli pan, reb Sender, z nami po kropelce.
SENDER
Głupcze! Sam postawię sznapsa i to jeszcze jakiego. Możecie mi powinszować. W szczęśliwej godzinie zaręczyłem córkę.
Chanan wstrząśnięty wieścią zrywa się z miejsca.