— Bo ja tu siedziałem.
— To co z tego? Czy pan na tym miejscu sobotę odprawił?
— A czy tu napisane jest, że to miejsce należy do...?
Zajmujący to miejsce nie leni się. Wstaje i faktycznie szuka owego napisu. Wśród obecnych wybucha śmiech. Stojący czuje się obrażony i odzywa się do siedzącego:
— Pan, zdaje się, przebrał trochę miarę.
— Przebrał miarę? — odzywa się siedzący, a śmiech rośnie i potężnieje. Gdy śmiech się przeciąga, znajdują radę. Ścieśniają się trochę, przesuwają się nieco i jest miejsce dla stojącego. Mój Ty Boże, siedzi tu, bez uroku, tylu Żydów, to niech sobie posiedzi jeszcze jeden. Ci, którzy toczyli spór i wymieniali docinki, przez chwilę jeszcze się dąsają na siebie, ale wnet wyciągają zegarki: — Która to godzina na pańskim zegarku?
— A na pańskim?
Zaczynają też wyglądać przez okno.
— Co to za stacja?
— Nie wie pan?