— Biedni? U ciebie wszyscy mają jedno imię — „biedni”! To żebracy! Nędzarze! Kasryliki! Biedacy! Golcy! Pętaki! Włóczędzy!
— Oby nam się ich los nie przytrafił — powiada Rywele z przerażeniem w oczach. Strachliwa z niej, bez uroku, kobieta.
I nagle, nie wiadomo skąd, rozlega się na dworze pianie znajomego koguta, tego kantora374 o zardzewiałym od ciągłego śpiewania głosie. Z początku jego głos brzmi nawet nieźle. Jest w nim siła i wigor, ale potem coraz wyraźniej słabnie, aby wreszcie zakończyć na najniższej oktawie i to przerywanej.
— Ku-ku-ry-ku-u!
Ma się wrażenie, że sam zadaje sobie pytanie:
— Stary durniu, czego ryczysz?
I oto na dworze niebo zaczyna błękitnieć. Budzi się dzień.
Spadkobiercy
A
„Meirowie i Sznejurowie”... Właściwie był tylko jeden Meir i jeden Sznejur. Bracia bliźniacy, tak do siebie podobni, że niemożliwe było odróżnić, który jest który.