— Pan będzie jadł z gospodarzem i gospodynią? Czy też w restauracji — pyta mnie portier Noach.

— W restauracji! W restauracji!!

Rozdział III. Kasrylewskie restauracje

„Koszer — Tu są smaczne, świeże i koszerne potrawy — Sara Indyk.” Przeczytawszy takie ogłoszenie wspinam się czym prędzej po stromych, śliskich schodach na drugie piętro czerwonej, nagiej kamienicy. Nie zwracam uwagi na to, że zapachy dochodzące z kuchni nie są zbyt przyjemne dla nosa. Pusty żołądek nie przebiera.

— Gdzie tu można zobaczyć Sarę Indyk? — pytam o to starego Żyda o żółtej twarzy, który siedzi na podłodze i reperuje stary, sfatygowany materac.

— Daleko — odpowiada stary i klepie materac tak mocno, że aż zaczyna się z niego wydobywać zielony dymek.

— Wyjechała?

— Wyjechała! — stary kiwa przy tym głową. — Wyjechała na zawsze!

— Umarła? Sprawiedliwe są wyroki opatrzności.

Wypowiadam to dosyć szybko i chcę się wycofać.