— Wy sobie tu siedzicie w jasnym i świetlistym pomieszczeniu, przy szklance wina i prazdnujecie87 uroczyście święto. My zaś, biedni proletariusze, propadajemy88 z głodu. Uważam to za niesprawiedliwe. Rozkazuję wam oddać nam waszą świąteczną kolację. Nie radzę też pisnąć choćby słowem. Nie wolno otworzyć okna, wołać policji itp. W przeciwnym razie zostanie po was popiół... Towarzyszu Mojsze, gdzie jest bomba?
Ostatnie słowy wystarczyły. Cała rodzinka zastygła — po prostu została przykuta do krzeseł. Gdy zaś „czarny Mojsze”, ciemnolicy szewczyk o niemal czarnych palcach podszedł do stołu i postawił na nim jakiś okrągły przedmiot zawinięty w szmatę, to z całą rodzinką stało się to, co niegdyś z żoną Lota, która odwróciła się za siebie, by spojrzeć na zniszczoną Sodomę i Gomorę.
A Zlata, służąca Łasteczków, szczękając zębami zaczęła podawać do stołu najpierw gorące, pieprzne, pikantne ryby, potem rosół z tłustymi knedlami, placki i wszystkie pozostałe smakowite rzeczy. Bractwo wtrajało to z takim apetytem, aż uszy im się trzęsły. Widać, że dawno nic nie mieli w ustach. Popijali to wszystko winem. Starali się nie uronić ani kropli. Szybko załatwili się ze wszystkimi rytualnymi potrawami — z chrzanem, jajkami, z murerem89 itp. Po sederze nie zostawili śladu. Pozostała tylko hagada90. A w trakcie jedzenia główny mówca Szmul-Aba Fingerhut pokpiwał sobie z kasrylewskiego bogacza, z Beniamina Łasteczki-wyzyskiwacza. Tak do niego mówił:
— Zawsze my czytaliśmy hagadę, a wy wtrajaliście knedle, ale w nastojaszcije wremia91 wy czytacie hagadę, a my wtrajamy knedle. Lechaim92 burżuje! Oby Bóg sprawił, żebyście wy stali się takimi proletariuszami, jak my. Na przyszły rok w konstytucji!
Powiedział to po hebrajsku.
Epilog
Była już północ i biedny bogacz Beniamin Łasteczka i cała jego rodzina wciąż jeszcze siedzieli — bez ruchu, ogarnięci strachem. Na stole nadal leżał ten straszny okrągły przedmiot, owinięty w szmatę. Bractwo zapowiedziało przed odejściem, aby przez dwie godziny nie ruszali się z miejsca. Inaczej będzie kiepsko. Tej nocy nikt z rodzinki nie spał. Dziękowali Bogu, że uszli z życiem.
A co stało się z owym okrągłym przedmiotem, „nieszczęściem” leżącym na stole, przykrytym szmatą? Takie pytanie zadaje ciekawy czytelnik. Śpieszę z wyjaśnieniem. Blaszana puszka od pasty do obuwia wypełniona mąką macową nie jest niebezpieczna. Może sobie spokojnie leżeć nawet tysiąc lat. Nie wybuchnie. Chyba że, uchowaj Bóg...
Wesołych świąt!