— Do Kupernika.

— Od kogo?

— Od „uczonego Jewreja”. Mam liścik od Hermana Markowicza Baraca.

— Liścik od Baraca? Pokaż pan.

Młody człowiek w niebieskich okularach wziął liścik i podał go litwaczce w białej peruce. Litwaczka sięga po liścik, nakłada okulary, czyta, po czym ciska go precz.

— To nie do mnie. To do mego syna.

— A gdzie on jest?

— Kto?

— Wasz syn.

— Mój syn? Co znaczy „gdzie”? W sądzie okręgowym. Tam go pan znajdzie.