Wtedy egzaminator naskoczył na rebego z boku: — Gdzie występuje zdanie: „I przechodzili od narodu do narodu”?

Rebe lekko się zmieszał. Był jakby nawet zawstydzony, nim znalazł odpowiedź: — To zdanie pochodzi z modlitwy: „Wysławiajcie Pana, wzywajcie imienia jego”.

Młody egzaminator nie ustępował jednak. A gdzie stoi „Wysławiajcie Pana”? Rebe zmieszał się jeszcze bardziej. — Chyba to będzie gdzieś w Psalmach. — Wtedy rudzielec parsknął śmiechem: — Niech mi rebe nie poczyta tego za złe, ale to nie stoi gdzieś tam w Psalmach. To stoi raz w Psalmach i bez ujmy dla rebego, jako też dla wszystkich Żydów, w Diwrej Hajamim135.

Dla rebego był to cios śmiertelny. Grube krople potu wystąpiły mu na czole. Był zupełnie złamany. Wycierając spoconą twarz, tak powiedział do dzieci: — Ten młodzieniec jest zwykłym krętaczem. — W duchu zaś tak sobie pomyślał: „Jeśli weźmie na egzamin narzeczonego in spe136, to koniec pieśni. Ze ślubu nici”. A że sam był zainteresowany tym, aby związek doszedł do skutku, albowiem i jemu przypadała pewna suma pieniężna za swatanie, wpadł na pomysł, aby za szeroką kanapką, na której miał siedzieć Herszl podczas egzaminu, ukrył się Szolem, jego młodszy braciszek. Rodzice przyszłych małżonków rozsiedli się wokół półokrągłego stołu i rudy młodzieniec wziął narzeczonego na spytki. W tym samym czasie matka szykowała stół. Pojawiły się ciastka i wódka. Była widocznie pewna, że egzamin pójdzie gładko.

— No i powiedz mi ty, młodzieńcze, gdzie to jest napisane: „Zewsząd go straszyć będą strachy, a nacierać będą na nogi jego”?

— W Księdze Hioba! — Zza kanapy doszedł na czas cichy szept suflera. Narzeczony powtórzył to gromkim głosem.

— Faktycznie. Rzeczywiście. A może teraz powiesz mi, gdzie jeszcze w Tanachu znajduje się słowo o tym samym rdzeniu? — Rudzielec mnoży pytania. — W Psalmach! — Piskliwy szept suflera dochodzi w porę do narzeczonego, a ten dokładnie powtarza.

— W takim razie z Tanachem się załatwiliśmy — powiada egzaminator i łapczywym okiem zerka na stół, przy którym krząta się matka, malutka Chaja Estera. Właśnie stawia na stół konfitury. — A teraz zajmiemy się trochę gramatyką. Co to za czasownik „zgubili”? Co to za tryb? W jakiej liczbie występuje? Co to za czas? — A mały Szolem schowany za kanapą szeptem podpowiada i narzeczony powtarza jak papuga. Odpowiedzi wypadły na celująco.

— Dosyć! Wystarczy już — powiedział egzaminator. Był kontent. Zacierał ręce. Łypał oczami na suto zastawiony stół. I zwróciwszy się do ojca przyszłej narzeczonej, który promieniał z wielkiego zadowolenia, tak powiedział: Należy się panu mazł tow137! Na własne uszy przekonał się pan, że chłopak obkuty jest na blachę. Teraz możemy już chyba coś przekąsić...

Czy rodzice zdawali sobie sprawę z odegranej komedii? Czy tylko rebe i narzeczony byli wtajemniczeni w sprawę? A może egzaminator poznał się na podstępie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. W każdym razie obie zainteresowane strony były zadowolone. Na pewno żadna ze stron nie została tutaj oszukana.