— Chciałbym na kilka lat, ale znam przecież pańskie zwyczaje, jaśnie wielmożny panie hrabio...
Dziedzic nie pozwala mu dokończyć zdania i przerywa:
— Tym razem oddaję ci karczmę za tę cenę co zwykle na okres dziesięciu lat, ale pod jednym warunkiem: żebyś był dla mnie ptakiem.
Żyd wybałusza oczy:
— Co to znaczy, żebym był dla pana ptakiem?
Dziedzic wyjaśnia: — Bardzo proste. Masz wleźć na dach tej oto stajni. Widzisz ją? Na dachu masz udawać ptaka, a ja postaram się wycelować w ciebie strzelbę i trafić cię w głowę. Miarkujesz161?
Myśliwi wybuchają śmiechem. Żyd też niby się śmieje. W duchu myśli sobie: „Dziedzic żartuje. Trochę za dużo wypił”.
— No — nalega dziedzic — załatwione?
A Noach tymczasem szybko myśli: „Jaką by mu dać odpowiedź?”. I dla samej ciekawości pyta:
— A ile czasu daje mi pan do namysłu?