W istocie nie wyglądała na Żydówkę. Miała jasne, puszyste włosy i szeroką, nieco płaską twarz. Tylko ciemne, głębokie oczy opalizowały niespokojnie.
— Przecież pani jest jak Aryjka — rzekłem pochwalnie. Oczy jej zalśniły wdzięcznością. — To strach. A gdzie miłość?
— Jest miłość, bo się zakochałam. W katoliku. Był komunistą i nie lubił Żydów — poskarżyła się naiwnie. — Bardzo mnie kochał. Nie mogłam mu kłamać. Prawda, że nie mogłam?
Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia.
— Zaciągnął się do wojska, jak tylko Niemcy odeszli. To było, nawiasem, w Siedlcach42. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. To bardzo łatwo, ach, jak to łatwo!
— Nie czekając na odpowiedź? — zdumiałem się.
Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi.
— Bałam się, że napisze... — Urwała. — On był jak endek43. A ja... naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam, żeby mnie nazywano chaimką44, żeby się ode mnie Polacy odsuwali!
Paru mężczyzn przebiegło, potrącając nas, i zniknęło za zakrętem korytarza. Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki.
Ująłem ją za rękę. Była ciepła i miękka jak sierść kota. Dym z okien wsiąkał w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna.