Ja, ja mogę już do służby,

niech ml tylko zjeść co dadzą.

Pułkowniku, ostro cel!

Pułkowniku, mąkę miel!

Niech się klin wybija klinem,

pułk stworzymy ci z kasynem,

za wygranie każdej bitwy

damy zupy — cztery litry!

— Tak było, masz rację, Stefan — pochwaliłem. — To mój wiersz, panie chorąży. Dobry, aaa?

Chorąży był już zapięty na ostatni guzik. Uderzył mnie spokojnymi oczyma.