Dygocąc ze złości i wzburzenia, wyciąga świstek papieru, długo szuka ołówka. Uczułem, jak ze mnie coś odpływa, ale trochę ochłonąłem.
— Przepraszam, pan post nie zrozumiał. Pan post słabo po polsku rozumie. Ja mówiłem o kijach, które Andrzej przywiązał Żydom na drodze. I że to jest bardzo śmieszne. — „Tak, tak, panie post, właśnie to on mówił” — potwierdza zgodny chór.
Post zamierzył się karabinem, jak by chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów.
— Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer, numer!
— Sto dziewiętnaście, sto dzie...
— Pokaż na ręce.
— Patrz.
Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien, że z daleka nie widzi.
— Chodź bliżej.
— Nie wolno mi. Może post robić meldunek, ale ja nie jestem „biały Wańka”.