Rubin chowa zegarek, słyszę z daleka:
— Kolejarz!
Biegnę na przełaj przez pole. Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu, a w kącikach ust pojawiła się piana. Ręce, olbrzymie goryle ręce, kołyszą się miarowo, a palce nerwowo się kurczą:
— Coś handlował z Rubinem?
— Kapo przecież widział. Kapo wszystko widzi. Dałem mu zegarek.
— Coo? — Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu.
Skamieniałem ze strachu. Bez najmniejszego ruchu (to dzikie zwierzę — przemknęło mi przez myśl), nie spuszczając z niego oczu, wypaliłem jednym tchem:
— Dałem zegarek, bo post chce mi robić meldung58 na polityczny za to, że prowadzę tajną robotę.
Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków. Szczęka zwisła lekko jak u psa, któremu jest zbyt gorąco. Słuchając opowiadania, niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty.
— Idź do roboty — zdaje się, że ciebie dziś poniosą do obozu.