— Za Poznań16. A może to nieprawda, że byłeś Lagerältesterem17 w żydowskim lagrze18 pod Poznaniem?
— No to co, że byłem?
— A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba?
— Wieszałem złodziejów.
— Beker, mówią, że jest na kwarantannie19 twój syn.
Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty, a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów, szyję, głowę.
— Ty, puść tę łopatę, nie patrz tak bojowo. Może to nieprawda, że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania?
— Prawda — rzekł głucho. — A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu, ale nie za ręce, tylko za szyję, bo ukradł chleb.
— Bydlę! — wybuchnąłem.
Ale Beker, starszy, siwawy Żyd, skłonny nieco do melancholii, był już spokojny i opanowany. Popatrzył na mnie z góry, prawie z pogardą: