— Mnie na razie nie, bo jestem mieszańcem. Moja matka była Polką.
— Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć.
— Daj Boże, żeby nim został. To by było dobrze.
— Stulcie pyski po nocy — rzekł Kozera, podnosząc się z siennika. — Chcecie mieć sport31 przed snem?
Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać. Gdzieś z niedaleka padł głuchy, tępy strzał. Potem drugi. Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach.
— Widać nie wywieźli ich do lasu. Rozwalają gdzieś tu, pod więzieniem — rzekłem półgłosem i począłem liczyć: — Czternaście, piętnaście, szesnaście...
— Rozwalają naprzeciw bramy — rzekł Mławski. Ściskał mi rękę z całej siły.
— To musiał być Żyd, ten chłopiec z Biblią. Który to strzał był dla niego? — rzekł zecer Kowalski.
— Kładźcie się lepiej spać — zaseplenił urzędnik z Mokotowskiej, Szrajer. — Boże! Kładźcie się lepiej spać.
— Trzeba spać — rzekłem do towarzysza.