Na korytarzu rozległy się kroki. Żelazne płyty, pokrywające podłogę, dźwięczały. Drzwi do cel poczynały szczękać.
— Nareszcie przyjechali — rzekł zecer Kowalski, który nasłuchiwał razem ze Szrajerem. — Ciekawym, ilu nowych.
— Tego towaru nigdy nie zabraknie. Nie trzeba szmuglować. Sam przyjdzie — rzekł Kozera, przemytnik z Małkini.
— Chociaż taka korzyść, że powiedzą, co słychać na świecie — rzekł Matula, który chodził na rekwizycję i czekał na wykonanie wyroku śmierci.
— Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu — rzekł urzędnik Szrajer. — Dużoście wiedzieli, co słychać?
— Ale nie wiem, czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie — odrzekł Matula.
— To co ciebie może obchodzić, co słychać? I tak w czapę, i tak w czapę, no nie? — rzekł Kozera.
— A jakby wojna skończyła się niedługo, to może nie dadzą w czapę?
— Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek — rzekł zecer Kowalski.
— A tobie da Krzyż Zasługi18 za to, żeś kupował otomanę.