— Nie, z dziewczyną. Przygadałeś z transportu, widziałem.
— Co się dziwisz? Po obozie, to już chyba czas? — Redaktor trafił do obozu z powstania, wprost od młodej żony.
— Może ucieknę z nią na Zachód.
Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka.
— No, wiesz — zakpił — ty i ucieczka! Szczeniaczku, rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jak byś musiał pogłodować?
Obrażony, odsunąłem miskę. Odwróciłem twarz ku oknu. W szczerbach wybitej szyby słońce rozwidlało się w tęczowe, pawie błyski.
— No, nie martw się — Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy. — Jakim mnie stworzyłeś, takim mnie, Panie Boże, masz. A w tym pochodzie z mięsem byłeś?
— Byłem — mruknąłem niechętnie. — Moglibyście napisać o tym. To sensacja!
— Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy, mój mileńki. Zresztą ksiądz Tokarek269 nie pozwoliłby napisać. Jesteśmy przecież gazetą rządową!
Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie.