Właśnie gwizdałem „Międzynarodówkę”106, wtórując w myśli — Eto budiet poslednij i rieszitielnyj boj107, gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark. Podniosłem głowę i zamarłem. Rozpościerała się nade mną olbrzymia, czerwona, obrzękła twarz, a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew. Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277”, przyszyty do piersi, chwiał się dziwnie i rozrastał się w oczach.
— Co gwiżdżesz? — spytał kapo, patrząc mi prosto w oczy.
— To taki bardzo międzynarodowy slogan, panie kapo.
— A znasz ten slogan?
— No... trochę... z rozmaitych stron — dodałem przezornie.
— A to znasz? — spytał.
I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rote Fahne108. Odrzucił trzon od łopaty, oczy zalśniły mu niespokojnie. Nagle urwał, podniósł kij i pokiwał głową, pół z pogardą, a pół z politowaniem.
— Żeby to prawdziwy SS słyszał, już byś nie żył. Ale ten...
Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie:
— I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie109!