Zatem, wedle Żywota, Zofia Szymanowska, przyrodnia siostra Celiny Mickiewiczowej, przybyła do Mickiewiczów w marcu r. 1850. „Przyjechała — pisze Władysław Mickiewicz — na czas dłuższy, aby poznać panią Celinę i kształcić się w zawodzie malarskim. Była to bardzo przystojna i wykształcona osoba, ślicznie śpiewała i grała na fortepianie. Rzadkiej energii i poświęcenia, zbyt szybko sądziła ludzi i gdy raz kogo potępiła, to walczyła z nim namiętnie. Nieprzygotowana do roli, której się podjęła, nie była też w stanie sprawiedliwie ocenić otoczenia poety”.
Tłumaczy się wszystko jednym: Zofia Szymanowska nie była towianką. Otóż, z towianizmem nie było pośredniej drogi; albo trzeba było być z nim, albo było się poza nawiasem. „Język Sprawy był jej najzupełniej obcy”.
Ale do Zofii Szymanowskiej powrócę w innym artykule. Tutaj chodzi mi o Ksawerę Deybel. Otóż wszystkie te karty, w których Żywot Adama Mickiewicza potrąca konflikty Zofii z towiańczykami, innego nabierają światła, kiedy się je czyta mając w myśli pamiętnik Zofii Szymanowskiej i owo jej pierwsze spotkanie z tajemniczą „przyjaciółką domu”, Ksawerą. We wszystkich tych niedomówieniach synowskich czujemy obecność Ksawery.
Sam Władysław Mickiewicz utwierdza nas w tym wrażeniu. W trzydzieści dwa lata po wydaniu Żywota, ogłosił on broszurę Moja matka (Kraków 1926), w której wyraźniej mówi o tych sprawach i w której nazwisko Ksawery Deybel pojawia się wielokrotnie. Co było jego pobudką? Dość jasno mówi o tym we wstępie. Przyszli biografowie wielkiego ojca zaczną szperać w tajemnicach jego życia; syn woli więc odsłonić pewne kwestie, a raczej podać ich wersję wedle swojej myśli, niż zostawić je domyślności.
Jakoż w istocie, w r. 1922 wyszła książka Kallenbacha pt. Towiański na tle historycznym. W książce tej pojawia się kilkakrotnie osoba Ksawery Deybel. Otóż Władysław Mickiewicz w jednym ustępie Żywota dość szczerze czyni wyznanie swojej polityki. Opowiadając o ślubie, jaki Mickiewicz dał małżonkom Łąckim, mówi, że „opowiada ten fakt, raz dlatego, że wziąwszy za zasadę podać wszelki, jaki posiada, materiał do życia ojca, nie ma prawa przemilczać o żadnym fakcie, po wtóre, że piśmienne dokumenty odnoszące się do rzeczy, o której mowa, znajdują się może w ręku innych i mogłyby być ogłoszone kiedyś z takim lub owakim komentarzem”... Zdaje mi się, że jedynie ten drugi wzgląd był dla Władysława Mickiewicza decydujący w kwestiach, które mu się wydawały drażliwe.
Przede wszystkim jednak cała ta broszura tym więcej robi wrażenie ciągłej repliki na ów nieznany mam pamiętnik Zofii Szymanowskiej. Wszak tymczasem część tego pamiętnika z puścizny po Kraszewskim przeszła na własność Biblioteki Narodowej; kto wie, czy i z tamtej części nie leży w ukryciu jakiś odpis? Władysław Mickiewicz decyduje się więc wyraźniej poruszyć pewne sprawy, ledwie zaznaczone w Żywocie. Ujrzymy jednak, że biograf wielkiego ojca ma na celu nie tyle przekazanie prawdy, ile kształtowanie jej. Powtarzam, że nie myślę go o to winić; notuję tylko fakt potwierdzający jeszcze raz, że trudno jest synowi być dziejopisem ojca.
Zatem, w liście Celiny Mickiewiczowej do siostry Heleny, pisanym 18 grudnia (było to już w kilka miesięcy po zjawieniu się Towiańskiego w życiu Adama) znajdujemy następujący ustęp:
Wierzaj mi, moja droga, że mój sposób życia nie jest tak trudny, jak ci się zdaje; dziś nawet niepodobna by mi wrócić do dawnego po łaskach, które Bóg zesłał na nas. Ksawera mi jest wielką pomocą, ale nade wszystko zmiana w życiu i w gustach zniewoliła mnie do tego, żeby szukać szczęścia tam, gdzie ono jest istotnie, a nie tam, za czym świat się ubiega.
Władysław Mickiewicz opatruje ten list następującym komentarzem:
W liście poprzednim matka moja nadmienia o pannie Ksawerze Dejbel. Wrócimy później do tej nauczycielki dzieci Mickiewicza, która przez jakiś czas dobrze spełniała swoje obowiązki, aż wir perturbacyj zachodzących w kole uczni Towiańskiego porwał ją: wyniosła się wówczas z domu poety. Znalazła inne zajęcie, nie przestając się mieszać do spraw zachodzących wówczas w gronie towiańczyków.