Tak mówi starzec. A ja odpowiadam w pokorze: Mocne są jak grom twoje słowa, o starcze, którego oczy witały zieleń wielu wiosen i którego włosy przyprószył śnieg wielu zim. Prowadź ze mną korespondencję, bracie mój, i zapłodnij mnie Nową Myślą, bo sam czuję najlepiej, że, mimo pozorów zuchwalstwa i odwagi, jestem — może nie snobem — ale „polsko-katolicką trąbą” na pewno. I bodaj za to jedno wyrażenie, którym wzbogaciłeś mowę naszą, przyjm17, starcze, podziękę od tego, który chciałby zostać uczniem twoim i który zaledwie śmie w twojej obecności podpisać się:

Boy, mędrzec.

Mędrzec wśród bogaczy

Mędrzec zbiera ziarno mądrości, gdzie się zdarzy. I tak, zdarzyło mi się niedawno być na obiedzie u jednego z wielkich finansistów warszawskich. Ślicznie tam było: kryształy, srebra, dzieła sztuki, służba żółwiowa, zupa stylowa (to jest, przepraszam, odwrotnie: służba stylowa, zupa żółwiowa), trufel18 na truflu jedzie i truflem pogania, talerze ciepłe, kobiety chłodne, słowem wielki świat aż miło.

Ponieważ było to już po moich pierwszych felietonach tzw. „rozwodowych”, sąsiadka zaczęła ze mną rozmowę na ten temat. Przykład sypał się po przykładzie, anegdota po anegdocie, z imionami, z nazwiskami, wszystko arcy-katolickie, wszystko dobrze znane z koła jej rodziny i bliskich. Ale szczególnie został mi w pamięci i ubawił mnie jeden przypadek.

W pewnym małżeństwie, rozdzielonym przez wojnę, mąż utkwił dla interesów w Konstantynopolu, utrzymując zresztą korespondencję z żoną. Wśród tego, żona, zakochawszy się w innym, uzyskała jednostronnie, bez wiedzy męża, unieważnienie małżeństwa, z powodu że mąż zaginął. Do stwierdzenia tego może wystarczyć dwukrotne ogłoszenie w pismach, przy czym wybiera się pisma najmniej czytane i druczek najmniejszy. Ale co jest zabawne, że, przez cały czas procesu, żona pisywała serdeczne listy do „zaginionego” a nie wiedzącego o niczym męża, tak, iż ten dostał od niej list z nagłówkiem: „Kochany Jasiu” czy „najmilszy Franiu”, prawie tego samego dnia, w którym konsystorz podpisywał unieważnienie małżeństwa z „zaginionym”.

I co mnie oburza, to zuchwalstwo klerykalnych świstków w rodzaju „Głosu Narodu”, które chcą wmówić w naiwnych, że „masony” atakują Kościół za jego nieprzejednanie. Całkiem przeciwnie, powtarzam, stwierdza się aż nazbyt daleko idącą ustępliwość... Ironizując w artykuliku Boy-egzegeta mój cytat: „Cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”, pisarek powołuje się na słowa Chrystusa: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza” i woła patetycznie: „Przypuszczamy, że Boy-mędrzec zna to miejsce z Ewangelii!” Owszem, znam; i dlatego dziwi mnie, że przy każdym konsystorzu wisi armia zaufanych adwokatów, których fachem, specjalnością jest rozłączać to, co Bóg złączył. Oczywiście nie każdemu. Bo codzienna praktyka, obserwując19 pilnie te słowa Zbawiciela, dodała do nich maleńkie słówko: „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza gratis”.

A teraz, dla kontrastu, drugi obraz. Zmiana dekoracji: chata ubogiego rolnika, który bez swojej winy znalazłszy się w fałszywym położeniu i w grzechu, chce z niego wyjść i, pragnąc dać dzieciom uczciwą egzystencję, zwraca się z naiwną ufnością do matki-Kościoła. Oto odpis jego podania do Sądu Arcybiskupiego, przesłany mi przez jednego z czytelników:

Do Sądu Arcybiskupiego w...

Skarga powoda N. N. w sprawie przeciwko... o rozwiązanie małżeństwa przez rozwód.