Tu masz bankructwo, tam znów licytację,

Z trzeciego piętra zleciał jakiś gość!

Tak sobie chodzisz wesoły jak ptaszek,

Radosną wszędzie życia widzisz twarz;

Wreszcie znużony i syt już igraszek

Wracasz do domu: własny kluczyk masz;

Słychać szmer jakiś: zaglądasz przez szparkę:

I jak tu człowiek się nie cieszyć ma — ?

Tam ktoś... ten... tego... właśnie twą kucharkę.

Pomyślisz sobie: dobrze, że nie ja!