W r. 1911 we Lwowie zostałem wybrany prezesem stowarzyszenia p. n. „Koło Dramatyczne”. Zamierzałem urządzić przedstawienie teatralne Koła w Zakopanem. Przebywała tam Gabriela Zapolska i na mą prośbę przyrzekła zająć się próbami.
Wybrałem dramat Dagny Przybyszewskiej Krucze gniazdo. Dramat ten, wątły jak pajęczyna, ale lśni iskrami uczuć, uczuć niedomówionych, nieśmiałych. Nastrojowy. Tajemniczy. Tajemniczość i nastrojowość były wtedy bardzo w modzie.
Zapolska ucieszyła się z wyboru.
Sympatyzowała z Dagny. Nazwała ją „kobietą z morskimi oczami”. Zaczęła czesać się jak ona, oryginalnie, w „nioby”.
— Jaka ona powiewna! — mówiła. — Można by się nią owinąć jak syreną... Czemu taka smutna? Jak męczennica...
W kilka lat później interesowały ją okoliczności towarzyszące śmierci Dagny. Nie poprzestała też na reżyserii Kruczego gniazda, ale chciała przedstawieniu nadać cechy uroczystości, hołdu, przez wypowiedzenie odpowiedniego odczytu. W tym celu napisała do Przybyszewskiego do Monachium z prośbą o dostarczenie szczegółów z życia zmarłej. Stała się rzecz niespodziewana.
W odpowiedzi otrzymała taki list:
Szanowna Pani
Dziś wysłałem pod adresem Koła Dramatycznego lwowskiego w Zakopanem na ręce Szanownej Pani następujący telegram:
„Stanowczo zabraniam grania Kruczego gniazda i urządzania jakiegokolwiek wieczorku, w którym by było związane z imieniem tej pani, która nazwisko to hańbiła”.