Wszystko to są rzeczy do dyskusji. Owszem, dyskusje kształcą. Ale podawać młodzieży karkołomne wymysły jako jedyną niejako uświęconą koncepcję tej komedii Fredry, to uważam za kardynalny błąd zasłużonej Biblioteki Narodowej.
Uf! zasapałem się. Dawno się tak nie wykłóciłem. I to jest dobrze, tak być powinno. Dowodzi to, jak arcydzieła literatury do każdego pokolenia — do każdego człowieka — mówią odmiennym językiem, jak różne rzeczy pozwalają w sobie wyczytać, wciąż pozostając żywe i tajemnicze. Dzieło mówi wciąż co innego; a co chciał powiedzieć jego autor, czy my wiemy, czy on sam zawsze wie?... Ot, „postacie sceniczne w poszukiwaniu autora”, żyjące własnym życiem...
Kiedym się tak porał z tym Panem Jowialskim, wtajemniczyłem w moje kłopoty dawnego mistrza krytyki teatralnej, Kazimierza Ehrenberga. Wysłuchał i opowiedział mi, co następuje:
„Kiedyś, przed laty, wyszedłszy z przedstawienia Pana Damazego — zapytałem Blizińskiego: »Panie Józefie, niech mi pan powie, czy między Sewerynem a Mańką było coś czy nie?«. Bliziński popatrzył na mnie i rzekł: »Pan mnie pierwszy o to pyta. Ja sam mocno się nad tym zastanawiałem po napisaniu sztuki. Myślałem, że któraś aktorka grająca rolę Mańki mi to wyjaśni. Niech pan sobie wyobrazi, żadna klempa nie umiała mi odpowiedzieć«...”.
Uzupełnienie do rozdziału Fredro
W związku z artykułami o Panu Jowialskim nadesłał mi następujący list artysta Teatru Polskiego St. Stanisławski. Uwagi znakomitego artysty, którego kreację tytułowej roli w panu Jowialskim uznano ogólnie za arcydzieło, mają tutaj szczególniejszą wagę, dlatego przytaczam je w całości:
Wielce Szanowny i Drogi Panie!
Jestem z tych, do których wiara i uczucie mówi silniej niż mędrca szkiełko i oko. Grałem Jowialskiego. Jest to moja najukochańsza rola. Do studiowania tej roli zabierałem się z nabożeństwem, ale do komentarzy nie zaglądałem. Wiedziony jedynie intuicją aktorską powtarzałem nieskończoną ilość razy każdy ustęp, każdy wiersz, wnikałem w każdy wyraz, sylabę nieomal, i po miesiącach pracy i wielokrotnym graniu tej roli, piszę się na wszystko, co Pan o tej postaci mówi. Jakżem dumny i szczęśliwy, że intuicją doszedłem do tego samego, do czego mądrością doszedł „Boy-Mędrzec”. Komentatorów unikam jak zarazy od momentu, gdy jeden z nich, który nie pamiętam, zapewnia, że Radost ze Ślubów, gdy mówi do Albina: „Nie bądź Gustawem, lecz kochaj wesoło”, ma na myśli Gustawa z Dziadów! Ja zaś, choć nieuczony w piśmie, twierdzę, że tenże Radost, gdy mówi: „Co to w tamtej głowie!” ma na myśli owego komentatora. Mam niejakie wątpliwości, czy również o nim myśli, gdy mówi: „Co ten hultaj plecie?”, ale z całą pewnością utrzymuję, że do owego komentatora również stosuje Radost słowa: „On jak wilk do lasu. Eh, co mam z nim rozmawiać, szkoda tylko czasu”.
Łączę wyrazy etc. St. Stanisławski