Wobec tego zapytujemy p. ministra:
1) czy jest skłonny cofnąć udzielone przez komisarza rządu m. Warszawy zezwolenie na otwarcie poradni zapobiegania ciąży?
2) czy zechce pouczyć podwładne władze polityczne o niedopuszczalności wydawania takich koncesji?
Zanim p. minister udzieli odpowiedzi p. senatorowi, pozwolę sobie, jako wciągnięty w dyskusję, odpowiedzieć również kilka słów.
Kwestia regulacji urodzeń (birth-control) i poradni dla zapobiegania ciąży istnieje od lat w wielu krajach Europy; nie bardzo więc uchodzi, aby w poważnym senacie mówiono o niej jak o żelaznym wilku i aby rzucano lekkomyślne insynuacje, mocno trącące oszczerstwem. Tak więc: na jakiej zasadzie p. senator Thullie twierdzi, że „jasną jest rzeczą, że zapobieganie ciąży jest tylko eufemizmem dla przerywania ciąży”, gdy notorycznie wiadomą rzeczą jest, że poradnie dla zapobiegania ciąży nic wspólnego z jej przerywaniem nie mają i wręcz przeciwnie, są najdzielniejszym środkiem w zwalczaniu plagi poronień? A skoro te dwie rzeczy nic z sobą wspólnego nie mają, co ma tu do roboty jakaś mętna i fantazyjna statystyka jakoby sowiecka, wedle której 37% (!) kobiet w Rosji jest bezpłodnych wskutek „takich zabiegów”?!
Poradnie dla zapobiegania ciąży pod kierunkiem fachowych lekarzy istnieją od dawna w wielu krajach i działają z niezmiernym pożytkiem. Ograniczają liczbę urodzeń, ale w tej samej proporcji zmniejszają śmiertelność dzieci; stosunki zdrowotne, ekonomiczne i moralne poprawiają się znakomicie. Dlatego w Holandii od paru dziesiątków lat uznano tego rodzaju poradnie oficjalnie jako instytucję użyteczności publicznej. Wydatnie działają poradnie w Skandynawii, mnożą się z każdym dniem w Niemczech itd. Bałamutnym słowom p. senatora o „zdaniu najpoważniejszych lekarzy” przeciwstawić można fakt, że w r. 1922 kongres w Londynie przyjął uchwałę lekarzy, z których 161 — na 164 zebranych — uznało regulację urodzeń za najpilniejsze zadanie społeczne. Dn. 28 kwietnia r. 1928 angielska izba lordów wezwała rząd do usunięcia zakazu, który wprzód zabraniał instytucjom społecznym uświadamiania kobiet o metodach chronienia się od ciąży. Odtąd poradnie cieszą się tam poparciem rządu. W r. 1929 wreszcie powszechny zjazd biskupów anglikańskich w Londynie uznał godziwość zapobiegania ciąży, w razie gdy zajście w ciążę będzie „z jakichkolwiek powodów szkodliwe”.
Oto platforma, na której można by dyskutować o tej pierwszej w Polsce poradni zapobiegania ciąży; ale w żadnym razie nie może ona być pozorem dla demagogicznych interpelacji.
Wreszcie jeszcze jedna uwaga. Wiadomą jest rzeczą, że ile jest krajów w Europie, czy regulacja urodzeń jest w nich oficjalnie popierana czy zwalczana, wszędzie jest ona powszechną praktyką tzw. klas wyższych, bez względu na barwę polityczną. Nigdy nie słyszy się jakoś, aby dyrektor fabryki, a nawet profesor politechniki miał ośmioro albo dwanaścioro dzieci, jak to jest aż nazbyt częste u robotnika lub chłopa. Czyżby fizjologia tych klas była inna? Chyba nie: po prostu stosują one z dawien dawna środki zapobiegawcze, których p. Thullie — dziś, w dobie bezrobocia! — chciałby wzbronić najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym. Żałuję, że nie jestem senatorem: zaraz postawiłbym wniosek nagły, aby ustalić liczbę potomstwa każdego z pp. interpelantów oraz zażądać od nich wylegitymowania się z przyczyn, w razie gdyby ta liczba okazała się rażąco szczupła w stosunku do nieograniczonych dążeń rozrodczych matki-natury.
*
Na moją odpowiedź zamieszczoną w „Wiadomościach Literackich” oraz w nr „I. K. C.14” z dnia 2 listopada, replikował znów p. senator Thullie. Ponieważ uważam sprawę za bardzo doniosłą, a usunięcie wszelkich nieporozumień za pożądane, pozwalam sobie wyjaśnić jeszcze raz p. senatorowi co następuje: