— Hugo twierdzi, że prawdziwe nienawiści, to tylko nienawiści literackie. Nienawiści polityczne (powiada) to jest nic. Ludzie nie wnoszą w nie tej samej pełni, co w antypatie literackie, które rodzą się i z credo artysty i z temperamentu.
— Książka, która nie jest dziełem artysty albo myśliciela, nie istnieje...
— Mówicie o Feuillecie, jedynym naszym Nadwornym. A Mérimeé?
— Opowiadano mi, że Mérimeé to jest istota zrobiona wyłącznie z obawy śmieszności i że to pochodzi stąd: kiedy był dzieckiem, jednego razu połajano go, a gdy wyszedł z pokoju, usłyszał, że rodzice śmieją się z jego zabeczanej miny. Poprzysiągł sobie, że nie będą się z niego śmiali, i dotrzymał słowa, wysuszając się do cna...
GONCOURT: — Przypadkowo znalazła się w Biarritz nasza Historia społeczeństwa francuskiego za Dyrektoriatu. Cesarzowa bierze tę książkę, zaczyna czytać i naraz parska śmiechem. Cesarz zbliża się, pyta; cesarzowa pokazuje mu słowo: „piersiste”, zastosowane do kobiet Dyrektoriatu. Cesarz patrzy, odczytuje, sprawdza — i zamyka surowo książkę. „Nie dostaniecie nigdy Legii”, zapewnił nas ktoś, kto nam opowiadał to zdarzenie.
— Cesarz rosyjski — wtrąca Turgieniew — nie czytał nigdy nic drukowanego. Kiedy ma ochotę zapoznać się z jaką książką albo artykułem, kopiują mu je pismem kancelaryjnym, piękną kaligrafią rondem.
— Dziś dopiero można ocenić dobroduszną monarchię Ludwika Filipa110, tego tyrana, którego każdy mógł bezkarnie kłuć szpileczkami. Woźnice omnibusów, spotykając w avenue de Nevilly skromny pojazd królewski, uchylali kapelusza jakby dla ukłonu i pochylając się krzyczeli mu w ucho: „Mam w d.... króla!”
— Tacy już jesteśmy, my Francuzi.
— Pewien Anglik tak określił charakter angielski i francuski. „Francuz je zimną cielęcinę na gorąco, Anglik gorącą wołowinę na chłodno”.
— Z Anglikami to szczególna rzecz. Anglik jest oszust jako naród, uczciwy jako jednostka. Przeciwieństwo Francuza, który jest uczciwy jako naród, a filut jako jednostka.