— Co to jest piękno? Co to jest piękno w sztuce? — rzucił ktoś.

EDMUND GONCOURT: — Piękno to jest to, co się wydaje szkaradne niewyrobionym oczom. Piękno to to, co waszej kochance i waszej kucharce wyda się instynktownie okropne.

JULIUSZ: — Widzieć, czuć, wyrazić — cała sztuka jest w tym.

— Sztuka to uwiecznienie, w formie najwyższej, absolutnej, ostatecznej, znikomości jakiejś ludzkiej istoty lub rzeczy...

GAUTIER: — Tak, wszystko gnije i kończy się bez sztuki. To balsamator umarłego życia: nic nic osiągnie odrobiny nieśmiertelności, prócz tego, co ona dotknęła, co opisała, odmalowała lub wyrzeźbiła...

TAINE: — Każdy człowiek z talentem jest produktem swego środowiska.

GONCOURT: — Nic podobnego. Gdzie pan znajdzie, pytamy, źródło egzotyzmu Chateaubrianda174? To ananas wyrosły w koszarach.

GAUTIER: — Święta racja. Mózg artysty jest taki sam w czasach Faraonów, jak dziś. Co się tyczy mieszczuchów, możliwe, że ich mózg się zmienił, ale to nie ma znaczenia. Mieszczuch to jest płynna nicość.

— Patrz, jak się Flaubert rozjaśnił na tę definicję. A nasz Flaubert, panie Taine, czy też jest produktem środowiska? Gdzie jest środowisko tego samotnika?

— To prawda, nawet w Paryżu cała moja rozrywka to niedzielny obiad u pani Sabatier.