FLAUBERT: — W górnym Egipcie, w noc czarną jak atrament, pośród niskich domów, wśród szczekania psów, które chcą człowieka rozszarpać, prowadzą cię do chatki nie wyższej od siedemnastoletniego chłopca. Tam znajdujesz leżącą w koszuli na ziemi kobietę, której ciało owite jest siedemkroć wielkim złotym łańcuchem, kobietę, która ma pośladki zimne jak lód. I wówczas z tą kobietą, nieruchomą i martwą w akcie miłosnym, doznaje się, wiecie, rozkoszy niewiarygodnej, takiej...

— Och, Flaubert, mój stary, to czysta literatura!

— Cóż jest wszystko — wykrzykuje Flaubert przyciskając ramię do piersi — cóż jest wszystko wobec ramienia ukochanej kobiety, którą tuli się na sekundę do serca, prowadząc ją do stołu?...

— To ciekawe — wtrąca Turgieniew, słuchając z oczami rozszerzonymi, prawie niespokojnymi — to ciekawe: mnie nie zdarza się przystąpić do kobiety bez uczucia szacunku, wzruszenia, zdumienia swoim szczęściem.. Wy nie znacie kobiety rosyjskiej? Szkoda... To by was zajęło... Kobieta rosyjska... jakby ją określić... to połączenie prostoty, tkliwości i nieświadomego zepsucia...

— Wujaszku Beuve, czy praca może zastąpić miłość?

SAINTE-BEUVE: — Et, krytyka... Też nie ma się czasu nic pokochać... Trzeba przeskakiwać z wieku na wiek... z rodzaju na rodzaj... nie trzeba się przywiązywać...

Rozmowa przechodzi na rodzaje literackie.

SAINTE-BEUVE: — Są rodzaje, które zdają się na wymarciu. Komedia wierszem jest skończona. Albo wiersze są niesceniczne, albo zmieniają się w prozę. Wszystko teraz pójdzie w powieść. To taka szeroka rama. To rodzaj, który da się nagiąć do wszystkiego... W dzisiejszej powieści jest kupa talentu.

Po czym dodaje: Grunt, żeby nie za długo pisać książkę, bo wtedy człowiek przychodzi z nią za późno.

— O to, aby nie pisać za długo, troszczy się konieczność zarabiania piórem...