— Pisał dla pana źle, nieprawdaż?
RENAN trzyma się swego: — Język XVII wieku posiada wszystkie wyrażenia, których możemy dziś potrzebować, nawet w zakresie polityki. Napiszę wam, do „Revue des Deux-Mondes”, artykuł, w którym wszystkie słowa będą wyjęte z pism kardynała de Retz.
— Chińszczyzna!
Rozmowa wraca do jedynego możebnego dziś tematu — do Niemców.
RENAN: — Niemcy mają mało przyjemności; największą, jaką mogą mieć, mieszczą w nienawiści, w hodowaniu zemsty.
— To zemsta zapiekła od dawna, od czasu Davouta247, od czasu wojen Palatynatu...
Renan zaczyna po dawnemu sławić przewagę myśli i kultury niemieckiej; ten „mąż sprawiedliwy” dochodzi do tego, że usprawiedliwia zbrodniczą formułę Bismarcka Siła przed prawem248 i oświadcza, że narody i jednostki, niezdolne bronić swoich posiadłości, nie są godne ich zachować. Berthelot, który oddał cały swój geniusz uczonego na usługi obrony miasta, przytacza rozpaczliwe szczegóły niedołęstwa dowódców. Nefftzer drwi, przygadując swoim alzackim akcentem. Przywiedziony do rozpaczy, Goncourt woła:
— W takim razie wszystko skończone, pozostaje tylko wychować pokolenie dla odwetu!
RENAN, pąsowy: — Nie, nie, nie trzeba odwetu; niech przepadnie Francja, niech przepadnie ojczyzna, istnieje ponad nimi królestwo obowiązku, rozumu...
— Nie, nie — krzyczą wszyscy — nie ma nic ponad ojczyznę!