Z wdzięcznością oddam je.

Patrzę na niego błędny wpół...

To jakiś istny dom wariatów?

I potykając się wśród gratów,

Szybko po schodach zbiegam w dół.

Och, rozpacz mnie ogarnia już —

Noc już zapada, czas ucieka:

Niezapłacony fiakier2 czeka,

O szóstkę wypadł z pyskiem stróż!

Przyjacielu, powiadam mu,