Tak ci go «zwołała», że psia jego mać!...
Zwabił do cukierni wreszcie dwie kobietki,
Pannę Salczę z Ryfczą40, polskie midinetki41;
Zjadły czekoladę, po sześć ciastek tyż,
Cóż, kiedy tapen ja, aber sztyken nysz!
Ulice już puste, więc z resztką nadziei,
Pospiesza co żywo na dworzec kolei.
Może tam przynajmniej będzie jakiś ruch:
Cholera, nie miasto, powiada nasz zuch;
Podsuwa się chyłkiem do jakiejś kobity,