A teraz weźmy drugą stronę: owego młodego człowieka. I tu znowuż polityka burżuazyjna XIX w. ileż okazuje ślepoty i obłudy. Przedtem świat opierał się na zasadzie wczesnego małżeństwa, bez mała schodzącego się z dojrzałością płciową. Przy tej zasadzie można było od biedy stawiać ideał przedmałżeńskiej czystości dla mężczyzn. Wiek XIX zmienił to: służba wojskowa, długie studia, powolna kariera opóźniły zakładanie domowego ogniska niemal do trzydziestego roku życia. Dziesięć lat musowego celibatu w dobie najżywszego głodu miłości, toż to fakt społeczny niezmiernej doniosłości! Wyobraźmy sobie taką przemianę stosunków w której ze starożytnych republik: wywołałoby to niechybnie odpowiednie zmiany w instytucjach społecznych; wciąż widzimy w starożytności, jak etyka płciowa zmienia się w pewnych punktach wedle życiowych warunków. Tutaj nie spowodowało to żadnej zmiany. Znów przejęta z religii wzgarda dla spraw płci nie pozwoliła nawet zauważyć tej ewolucji. Otóż w religii jest to zrozumiałe o tyle, że prawidła, na których się wspiera, są niezmienne; po wtóre, że cel życia przenoszą na tamten świat. Ale czym tłumaczyć tę obojętność u świeckich prawodawców? Żartowniś mógłby powiedzieć, że prawa robili zawsze starsi panowie, którzy zresztą, z tytułu swego stanowiska, są w położeniu wyjątkowym, ile że zawsze mają do rozporządzenia chmarę ładnych petentek, ta kwestia zatem nie interesowała ich osobiście. Ale faktem jest, że ucisk ascetycznej koncepcji życia, zamykania oczu na sprawy płci, zaciążył na całej demokracji XIX w., odbierając jej wszelką śmiałość i inicjatywę, nie tylko w rozwiązywaniu, ale nawet i w stawianiu sobie pewnych problemów. Odpadki ascezy religijnej w społeczeństwach bez wiary!

Ale asceza to za wielkie słowo; po prostu prostytutka, która stała się na wiek cały filarem moralności społecznej, niemal urzędnikiem państwowym. Równocześnie, utrwalając jej nieodzowność, społeczeństwo wdeptało ją w błoto tak głęboko, jak nigdy.

Sądzę, iż nie tak długo nadejdzie czas, gdy obowiązująca jeszcze do dziś urzędowa „ekonomia miłosna” wyda się czymś bardzo potwornym i śmiesznym. Bądź co bądź, przez cały wiek nie było poważniejszych tendencji do jej przebudowania. I charakterystyczne jest, że dzisiejsze próby stworzenia nowej etyki płciowej nawiązują — nie zdając sobie może z tego sprawy — do racjonalizmu wieku XVIII.

Racjonalizm... Nie ma bardziej zdyskredytowanego słowa. Ciekawy kaprys lingwistyczny: przymiotnik miał więcej szczęścia niż rzeczownik. Mówi się z uznaniem: racjonalna hodowla, racjonalne wychowanie, racjonalne odżywianie. Ale jako rzeczownik racjonalizm jest niemal obelgą. Zawinił w tym może sam racjonalizm, który nadymał się nad stan i robił miny osobistości zdolnej rozwiązać wszystkie tajemnice bytu. Stąd zazwyczaj do „racjonalizmu” dodaje się przymiotnik „ciasny”. Ale to, że racjonalizm okazał się niewystarczającym wytrychem do otwarcia sekretnych zamków wszechbytu, czyż to racja, aby w najbardziej życiowych sprawach uprawiać kult niedorzeczności?

Racjonalizmowi przeciwstawia się często wiarę. Ale gdy chodzi o urządzenia społeczne, przepisy religii były na wskroś racjonalistyczne: są to po prostu stare przepisy obyczajowo-higieniczne. Mojżesz na puszczy był wielkim racjonalistą. I — rzecz osobliwa — wówczas, kiedy oderwały się od rzeczywistości i nie odpowiadają już niczemu, przepisy te stają się najbardziej niewzruszone i święte, jak np. zakaz jedzenia szynki i tysiące innych prawideł u Żydów. Racjonalnej dyskusji np. o zapobieganiu ciąży przeciwstawia się jako artykuł wiary historię z Biblii o losach Onana387, zdradzającą czysto racjonalistyczne motywy. Czyli że racje dzisiejsze mają ustąpić racjonalizmowi racji racjonalnych dla pokoleń z innej części świata, sprzed kilku tysięcy lat. Nie mówiłbym o takich dzieciństwach388, gdyby nie to, że one tak bardzo zaciążyły i jeszcze ciążą nad tyloma ważnymi sprawami.

Otóż w momencie, gdy problemy nowej etyki płciowej tak żywo są dyskutowane, przygotowywałem właśnie do nowego wydania tomik drobnych utworów Diderota389 pt. To nie bajka... Jest wśród nich jeden dialog: Przyczynek do podróży Bougainuille’a czyli o niewłaściwości łączenia pojęć moralnych z pewnymi czynnościami fizycznymi, które ich nie znoszą. Utwór — jak wszystkie prawie rzeczy Diderota — nie mógł być wydany za życia autora, krążył w odpisach; napisany w r. 1772, ukazał się w druku aż w 1798. Bardzo zabawna i ciekawa lektura. Można by powiedzieć, że cała argumentacja Russella390 i innych — bo dziś te idee są w powietrzu — znajduje się tam już gotowa. Tak samo jak Russell za punkt wyjścia swojej książki Małżeństwo a moralność bierze spostrzeżenia naszego znakomitego rodaka Malinowskiego391 nad cywilizacją dzikich plemion, tak samo Diderotowi dają go doświadczenia współczesnego podróżnika Bougainville’a. W tym świetle Diderot poddaje dowcipnej i wymownej rewizji całą naszą etykę płciową; uwydatnia jej niedorzeczność i złudność, wyradzającą się w monstrum obłudy i okrucieństwa. Ale to, co angielski filozof i logik czyni w systematycznym wywodzie, temperament Diderota dramatyzuje na gorąco w dialogu dzikiego z bawiącym u niego w gościnie kapelanem, zaprawiwszy — sposobem osiemnastowiecznych filozofów — pobyt kapelana w chacie Otajczyków dość drastycznymi epizodami. Warto odczytać próbkę wymowy tego dzikiego: Diderot użyczył mu całej swojej!

„Cóż za potworna sieć niedorzeczności — powiada Oru do kapelana. — A ty jeszcze nie mówisz mi wszystkiego: skoro bowiem pozwolono sobie rozporządzić, wedle swego widzimisię, pojęciami sprawiedliwości, odjąć albo nadać rzeczom dowolny charakter, kojarzyć z pewnymi uczynkami dobro i zło, wypływają stąd niechybnie wzajemne pretensje, zarzuty, podejrzenia, tyrania, zawiść, zazdrość, oszukaństwa, zgryzoty, ukrywanie się, obłuda, szpiegostwo, pułapki, waśnie, kłamstwa. Córki okłamują rodziców, mężowie żony, żony mężów; córki — tak, jestem tego pewny! — będą dusiły własne dzieci; podejrzliwi ojcowie będą lekceważyli i zaniedbywali swoje; matki opuszczą je i zdadzą na łaskę losu, zbrodnia i rozpusta wyłonią się we wszelkiej postaci. Wiem to wszystko, jak gdybym żył wśród was. Tak jest, bo tak musi być; owo społeczeństwo, którego piękny ład mi zachwalasz, musi być zbiorem obłudników, którzy tajemnie depcą prawo, lub nieszczęśliwych, którzy, w swej uległości, stają się sami narzędziem własnej kaźni; głupców, w których zabobon zdławił głos natury, lub niedołęgów, w których natura nie domaga się swoich praw... Wierzaj mi, uczyniliście dolę człowieka gorszą od doli zwierzęcia...

Te osobliwe przepisy wydają mi się sprzeczne z naturą i przeciwne rozumowi; ustanowione po to, aby mnożyć zbrodnie... Przeciwne naturze, bo przyjmują, że myśląca, czująca i wolna istota może być własnością drugiej. Czy nie widzisz, że pomieszano w twoim kraju rzecz, która nie ma uczucia, myśli, pragnienia, woli, którą się rzuca, bierze, wymienia, bez skargi z jej strony, z rzeczą, której nie da się wymienić ani nabyć, która ma wolę i chęć; która może się oddać lub wzbronić na chwilę, oddać się lub wzbronić na zawsze; która się skarży i cierpi, i którą czynić przedmiotem handlu znaczy przekreślać jej charakter i gwałcić jej naturę? Przepisy te są sprzeczne z ogólnym prawem żywych istot. Czy możesz sobie wyobrazić coś niedorzeczniejszego, niż prawo, które potępia tak naturalną w nas odmianę; nakazuje stałość, do której nie jesteśmy zdolni; gwałci wolność mężczyzny i kobiety, skuwając ich na wieki? Coś szaleńszego niż wierność, która ogranicza najkapryśniejszą z rozkoszy do jednego osobnika; niż przysięga niezmienności, którą wymieniają dwie osoby z krwi i ciała, w obliczu nieba, które nie jest ani przez chwilę jednakie, pod sklepieniem groty, która grozi zawaleniem, u stóp drzewa, które murszeje, na kamieniu, który się obluźnia?”

Rzecz znamienna: racjonalizm XVIII wieku więcej troszczył się o oczyszczenie życia z zabobonów obyczajowych niż o przewrót polityczny; i oto, wręcz przeciwnie, rewolucja francuska przyniosła przewrót polityczny, ale nie tknęła prawie owych zabobonów, które w nowych warunkach egzystencji powykrzywiały się tym poczwarniej. Zbrojny i lekceważący ludzi pośpiech Napoleona, reakcja klerykalna, romantyzm literacki pociesznie zaszczepiony na mieszczańskiej ciasnocie, wszystko to utopiło na wiek cały wszelką śmielszą myśl obyczajową. Sceptyczne i liberalne mieszczaństwo okazało się w wielu punktach — np. w kulcie dziewictwa — surowsze od arystokracji i od chłopa. Parodia ascezy w materialistycznej i hedonistycznej burżuazji XIX wieku to jedna z zabawniejszych „komedii ludzkich”.

Tak więc, straciwszy półtora wieku bez mała, zaczynamy dyskusję w punkcie, w którym ją przerwano; słuchamy jako nowości rzeczy, które były powiedziane — nieraz śmielej — sto pięćdziesiąt lat temu. Z tą różnicą, że gdy wówczas nie można ich było drukować, dziś drukuje się je dość swobodnie, można mówić o nich głośno. A gdyby kto uważał, że ja za często wracam do tych zagadnień, proszę, niech porówna ilość czernidła drukarskiego zużywanego na te sprawy, z tym ile miejsca zajmują one w życiu i w myślach poszczególnych obywateli, oraz z sumą tego, co się pisze co dzień o sprawach związanych z głodem żołądka. Bardzo to pięknie, że łamiemy ręce nad wagonami zboża topionymi w morzu, ale równie pilnie trzeba radzić nad pudami392 szczęścia ludzkiego, wciąż jeszcze topionymi w morzu głupstwa, obłudy i niezaradności.