— Tak...

— Ma pan jakieś wiadomości?

Blumkiewicz uśmiechnął się niewyraźnie i przesunął ręką po łysinie, jakby ścierał z niej kurz.

— Niech pan mówi, niech pan prędzej mówi — chwyciła go kurczowo za rękę.

— Co mam mówić, przecie się jeszcze nic nie stało, nic nie wiadomo na pewno...

— Boże!... On nie żyje!

Nie straciła przytomności. Zerwała się z miejsca, zrobiła dwa kroki naprzód i poczuła straszny zawrót w głowie. Pokój zawirował przed oczami. Blumkiewicz chwycił ją pod rękę i usadowił w fotelu:

— Ależ nic się nie stało. Panie Krzysztofie, może wody?...

— Nie, nie, niech pan mówi!

— Kiedy nie mam nic do mówienia. Sam nic nie wiem. Nikt nie wie. Przed chwilą byłem u dyrektora Kolbuszewskiego. On też nic nie rozumie.