— Jednego się obawiałem: że zaczną mnie szukać, że podniosą gwałt. Na szczęście dobrze obliczyłem wytrzymałość ich nerwów.
— Chcieli cię szukać. — Spojrzała nań i zaraz opuściła oczy. — Chcieli i byliby już przedwczoraj zrobili alarm, ale sprzeciwiłam się temu.
— Blumkiewicz?
— Tak.
— To, psiakrew, tchórz. — Strzelił palcami. — Powinienem był przewidzieć tę semicką nerwowość. Cóż z tego, że przyjaciel rodziny? Ładnego bigosu nawarzyłby mi. W każdym razie bardzo ci dziękuję. Dzielna z ciebie dziewczyna. Myślałem jednak, że Blumkiewicz ma więcej zimnej krwi.
— Nie można mu się dziwić — potrząsnęła głową. — Znalazł się istotnie w strasznej sytuacji. Nie chciałam dziś tobie tym głowy zaprzątać, ale już powiem... Czy wiesz, że jeden z odbiorców odesłał cały transport „Optimy”?
— Dlaczego odesłał? — bez zdziwienia zapytał Paweł.
— Dlatego... że kauczuk skruszał. Stał się do niczego.
Spodziewała się, że Paweł się przerazi, że wiadomość ta wywrze na nim wrażenie, którego nawet on nie potrafi ukryć.
Siedział jednak nieporuszony, jakby czekał dalszych szczegółów.