— Nie lubisz Bacha? — zapytał, nie przerywając gry.
— Ja go nie rozumiem — powiedziała tonem usprawiedliwienia.
Przewrócił stronę i zatrzymawszy się na wysokiej nucie, kilkakrotnie uderzył w klawisz:
— Kiedyś, gdy jeszcze byłem małym chłopcem — zamyślił się — może miałem lat dziesięć czy dwanaście, miałem nauczyciela, który jednocześnie wykładał w jakiejś uczelni ekonomię polityczną. Otóż on przepowiadał mi wielką karierę... naukową!
— Dlaczego się śmiejesz, cóż w tym nieprawdopodobnego? — uczuła się dotknięta tonem lekceważenia, z jakim mówił o sobie.
— No, nieprawdopodobieństwo było chociażby w tym, że nawet gimnazjum nie skończyłem, ale nie o to chodzi. Mój mentor177 twierdził, że każdy, kto rozumie Bacha, ma na pewno zadatki na genialnego ekonomistę. Nie umiał tego uzasadnić logicznie, ale cytował cały szereg nazwisk na potwierdzenie swej teorii.
— Więc nie omylił się i tu.
— Aha — uśmiechnął się — więc i ty sądzisz, że jestem genialnym ekonomistą?
— Nie potrzebuję sądzić. To jasne jest dla każdego, kto tylko widział cię w interesach.
Paweł żywo zaprzeczył ruchem głowy.