— Ja nie żartuję. Opatrzność różne środki wybiera i nieznane są jej drogi. Dziwi też mnie nie to, lecz fakt, że nie mogłaś wcześniej zdobyć się na decyzję postawienia sprawy po prostu. Wówczas o krok byłem od popełnienia głupstwa, jedynego bodaj w moim życiu głupstwa, jakiego nie umiałbym sobie nigdy wybaczyć.
— O czym mówisz?
Zamiast odpowiedzi podniósł ją, posadził na kolanach i mocno przytulił.
— Jakie głupstwo chciałeś zrobić? — zapytała po chwili.
— Nie powiem ci — odpowiedział stanowczo. — Niech ci wystarczy to, że szczęśliwy dziś jestem z tego powodu, że do owego głupstwa nie doszło, moja ty... moja najdroższa.
Czuła, że blednie. Wprawdzie słowa te wypowiedział tym samym szorstkim tonem, ale brzmiał w nich jakiś nieuchwytny ciepły dźwięk. Odsunęła się od jego twarzy i spojrzała szeroko otwartymi źrenicami:
— Pawle... Pawle!...
Jego szare oczy patrzyły na nią z pogodą i dobrocią.
— Pawle, czy ty wiesz, coś powiedział?!... To przecież niemożliwe!?
— I ja tak myślałem kiedyś. Cóż na to poradzę, że teraz myślę inaczej, że wiem, że nie mogę nie wiedzieć, czym jesteś dla mnie.